Zatrzymałam
się pod sklepem monopolowym trochę daleko od domu. Zastanawiało mnie, co w
Jared’a wstąpiło? Był przecież taki kochany, a dziś pokazał swoją ciemną
stronę. Poczułam, że łzy zaczęły mi napływać do oczu. Szybko je wytarłam i
weszłam do środku.
- Poproszę paczkę papierosów cienkich niebieskich. – co ja wyprawiam?
Sprzedawczyni podała papierosy i dołożyłam jeszcze zapalniczkę. Zapłaciłam i wyszłam ze sklepu, po czym wyjęłam jednego i zapaliłam. Ohydne są. Jak ludzie mogą je palić? Poprzechodziłam się po mieście. Z daleka ujrzałam Pamelę. Może powinnam z nią porozmawiać.
- Pamela! – zawołałam i odwróciła się w moją stronę.
- Maddie. Co tutaj robisz? – spytała, zaglądając do swojej torby ze zakupami.
- Eh… Pokłóciłam się z Jared’em.
- O co? – zdziwiła się – Nie pogniewasz się jak będziemy rozmawiać idąc? Muszę jeszcze coś kupić.
Nie miałam nic przeciwko. Weszłyśmy do centrum handlowego oraz do sklepu odzieżowego.
- O co poszło z Jared’em? – dopytywała, przeglądając bluzki.
- Przyprowadziłam do domu pewną dziewczynkę.
- Że jak?! – krzyknęła.
- Dziewczynkę. Jej mama została potrącona na pasach, a reszta jej rodziny nie chce mieć nic z nią wspólnego. Miała trafić do domu dziecka, więc ją przygarnęłam na święta.
- Nie powinnaś tego robić.
- Możliwe, ale było mi jej żal. Gdy Jared się dowiedział, to zaczął krzyczeć , aż walnął pięścią w blat.
- Dobrze, że nie uderzył ciebie. Wtedy by miał ze mną do czynienia
Miała rację. Nie widziałam, by chciał podnieść na mnie rękę, a Pamela umie dopiec swego.
- Myślałam by ją adoptować.
- Oboje jesteście na to gotowi? Wiesz, że dzieci to duża odpowiedzialność. – chwyciła bluzkę i udałą do kasy.
- Wiem, ale gdy ją pierwszy raz zobaczyłam, w tym starym mieszkaniu, aż nie mogłam jej nie zabrać do siebie.
- Ja się tam do waszych spraw nie będę wtrącać, ale uważam, że powinnaś z nim o tym porozmawiać.
- Nie wiem, czy chce go teraz widzieć.
- Jesteście małżeństwem i mieszkacie razem. I tak będziesz go widziała, czy to ci się podoba czy nie.
Nie mogłam się z nią nie zgodzić. Po zakupach powolnym krokiem udałam się do siebie. Zapaliłam jeszcze jednego papierosa, ale nie mogłam go uciągnąć. Zgasiłam i wyrzuciłam paczkę do kosza. Stałam przed drzwiami przez chwilę i usiadłam na schodach. Znów napływały mi łzy. Nagle, otworzyły się drzwi i wyszedł Jared, ze zaplecionymi ramionami przy klatce piersiowej. Stał nade mną przez chwilę i przykucnął.
- Maddie… Przepraszam. – powiedział spokojnym już tonem.
- Za co mnie przepraszasz? Za to, że przygarnęłam sierotę czy, że krzyczałeś?
- Za to i za to. Miałem zły dzień w pracy. Wszystko się we mnie skumulowało. Po prostu wybuchłem na wieść o tym, że mamy gościa. – położył dłoń na moim ramieniu – Wejdź do środka Madds.
- Nie wiem czy chcę. Dobrze, że nie podniosłeś na mnie ręki.
- Nie śmiałbym Miśku. Pomogę ci wstać z podłogi. – chwycił mnie i zaprowadził do salonu, gdzie usiedliśmy.
- Gdzie Maya? – spytałam, rozglądając się po pomieszczeniu.
- W swoim pokoju. – odpowiedział.
Mam nadzieję, że dał jej naleśniki, których nie dokończyłam przyrządzać. Trochę bałam się cokolwiek powiedzieć na jej temat, mimo, gdyż widziałam, że mąż już mówił łagodnym tonem, bez nerwów.
- Naprawdę, bardzo cię przepraszam Madds. Już nie będę się wyładowywał na tobie.
- Mam nadzieję. Nie wiesz nawet co wtedy czułam.
- Domyślam się. – chwycił moją twarz i namiętnie pocałował.
Jared wstał z miejsca i udał do kuchni. Wyjął z lodówki naleśniki, które widocznie dokończył i podał mi. Zaczęłam je konsumować. Rozmyślałam o dziewczynce, co musiała przeżywać, jak się kłóciliśmy. Pewnie strasznie zalała się łzami.
- Skarbie, będziemy musieli poważnie porozmawiać o Mayi. – zaczął, poprawiając swoje ułożenie na kanapie – Mówiłaś poważnie o adopcji?
- Nie ma nikogo. Nie ma rodziców. Wiem, że znamy ją krótko, ale zakochałam się w niej. Wiem, uznasz mnie za idiotkę.
- Madds, muszę coś tobie powiedzieć. Wczoraj w nocy gdy wstałem do toalety, widziałem jakiś medalion. – o boże – Nie wiem dlaczego, lecz pomyślałem o tym by mieć z tobą dziecko i jakimś cudem wpadł mi do muszli klozetowej.
- Wyjąłeś go? O której to było? – odłożyłam widelec.
- Nie wiem. Chyba w okolicach dwudziestej czwartej. Niestety, wpadł mi przy spłukiwaniu wody.
Jasna cholera! Jared wypowiedział życzenie, które najwyraźniej się spełniło. Ale chwilka. Nie mamy szóstego grudnia.
- Stała obok jakaś staruszka? – musiałam zapytać.
- Nie. Byłem tylko ja. – kiwnął głową – Po części też byłem zły, że to co powiedziałem się spełniło. Wiesz, że nie wierzę w jakieś czary.
- Muszę iść z nią pogadać. – wstawałam z kanapy, lecz mężczyzna mnie powstrzymał.
- Rozmawiałem z nią. Spytałem, czy chciała by iść do domu dziecka, czy woli zostać z nami.
- Dlaczego zadałeś jej takie pytanie? To jeszcze dziecko. – zdziwiłam się.
- Chciałem po prostu wiedzieć i znam już odpowiedź. Woli być z nami.
- A jakiej odpowiedzi się spodziewałeś? – wstałam by zanieść talerz do kuchni.
Umyłam talerz i na chwile zostawiłam męża samego. Weszłam do pokoju Mayi, która już smacznie spałą w łóżku. Nie zamierzałam jej budzić. Weszłam do łazienki, by trochę się odświeżyć, tym bardziej, że nadal czuje od siebie papierosy. Że Jared tego nie poczuł.
- Chce z tobą ją adoptować. – usłyszałam jego głos zza prysznica.
Zakręciłam wodę i przez chwilę stałam jak wryta. Odsunęłam zasłonę i spojrzałam mu prosto w oczy.
- Naprawdę? Chcesz? – na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
Mężczyzna również i znacząco kiwnął głową. Wtuliłam się w niego jak małe dziecko.
- Tylko wiedz, że zanim stanie się nasza, będziemy musieli przejść długą drogę.
- Wiem mężusiu. Nie wiesz jak się teraz cieszę.
-Widzę, - pocałował mnie namiętnie – Po Nowym Roku pójdziemy do agencji adopcyjnej, dobrze? – spojrzał mi głęboko w oczy.
Byłam za. Po chwili zaproponowałam by razem ze mną wszedł pod prysznic. Miałam straszną ochotę by się do niego dobrać. Zaczął się rozbierać. Już pomału dobierałam się do jego krocza. Lekko się pochyliłam i wzięłam penisa do ust. Wyczuwałam, że nie mógł się powstrzymać od wydana jęków. Po dłuższej chwili czułam, że dzieje się coś z nim nie tak i wtedy zrozumiałam, że dochodzi. Puścił trzy niewielkie ładunki w moje usta, aż ledwo zdążyłam połknąć.
- Kurwa…. – wymamrotał, opierając się o ścianę
- Rozumiem, że się podobało? – wyjęłam penisa ze swoich ust i musnęłam w usta.
- Teraz moja kolej.
Podniósł mnie i kazał oprzeć o ścianę bym nie walnęła o sufit. Miałam wrażenie, że chyba wącha moją pochwę lecz chwilę potem, czułam dotyk języka, jakby go tam wkładał. O matko…. Miałam ochotę krzyczeć, ale wiem, że nie mogłam. Strasznie mnie tam drapał swoją brodą.
- Madds? – tylko lekko jęknęłam – Czy ty właśnie….
- Tak Jared…
Odwrócił mnie bym mu spojrzała w twarz i próbował podbudzić swoje przyrodzenie, po czym wsadził we mnie. Strasznie miałam ochotę krzyczeć „Mocniej! Mocniej!”. Po stosunku, położyliśmy się do łózka. Spojrzałam Jared’owi znów w oczy, będąc w niego wtulona.
- Kocham cię. – powiedziałam, muskając w policzek – I cieszę się, że zgodziłeś się zaadoptować ze mną Mayę.
- Też cię kocham żoneczko. - mocniej mnie objął i próbowaliśmy zasnąć.
- Poproszę paczkę papierosów cienkich niebieskich. – co ja wyprawiam?
Sprzedawczyni podała papierosy i dołożyłam jeszcze zapalniczkę. Zapłaciłam i wyszłam ze sklepu, po czym wyjęłam jednego i zapaliłam. Ohydne są. Jak ludzie mogą je palić? Poprzechodziłam się po mieście. Z daleka ujrzałam Pamelę. Może powinnam z nią porozmawiać.
- Pamela! – zawołałam i odwróciła się w moją stronę.
- Maddie. Co tutaj robisz? – spytała, zaglądając do swojej torby ze zakupami.
- Eh… Pokłóciłam się z Jared’em.
- O co? – zdziwiła się – Nie pogniewasz się jak będziemy rozmawiać idąc? Muszę jeszcze coś kupić.
Nie miałam nic przeciwko. Weszłyśmy do centrum handlowego oraz do sklepu odzieżowego.
- O co poszło z Jared’em? – dopytywała, przeglądając bluzki.
- Przyprowadziłam do domu pewną dziewczynkę.
- Że jak?! – krzyknęła.
- Dziewczynkę. Jej mama została potrącona na pasach, a reszta jej rodziny nie chce mieć nic z nią wspólnego. Miała trafić do domu dziecka, więc ją przygarnęłam na święta.
- Nie powinnaś tego robić.
- Możliwe, ale było mi jej żal. Gdy Jared się dowiedział, to zaczął krzyczeć , aż walnął pięścią w blat.
- Dobrze, że nie uderzył ciebie. Wtedy by miał ze mną do czynienia
Miała rację. Nie widziałam, by chciał podnieść na mnie rękę, a Pamela umie dopiec swego.
- Myślałam by ją adoptować.
- Oboje jesteście na to gotowi? Wiesz, że dzieci to duża odpowiedzialność. – chwyciła bluzkę i udałą do kasy.
- Wiem, ale gdy ją pierwszy raz zobaczyłam, w tym starym mieszkaniu, aż nie mogłam jej nie zabrać do siebie.
- Ja się tam do waszych spraw nie będę wtrącać, ale uważam, że powinnaś z nim o tym porozmawiać.
- Nie wiem, czy chce go teraz widzieć.
- Jesteście małżeństwem i mieszkacie razem. I tak będziesz go widziała, czy to ci się podoba czy nie.
Nie mogłam się z nią nie zgodzić. Po zakupach powolnym krokiem udałam się do siebie. Zapaliłam jeszcze jednego papierosa, ale nie mogłam go uciągnąć. Zgasiłam i wyrzuciłam paczkę do kosza. Stałam przed drzwiami przez chwilę i usiadłam na schodach. Znów napływały mi łzy. Nagle, otworzyły się drzwi i wyszedł Jared, ze zaplecionymi ramionami przy klatce piersiowej. Stał nade mną przez chwilę i przykucnął.
- Maddie… Przepraszam. – powiedział spokojnym już tonem.
- Za co mnie przepraszasz? Za to, że przygarnęłam sierotę czy, że krzyczałeś?
- Za to i za to. Miałem zły dzień w pracy. Wszystko się we mnie skumulowało. Po prostu wybuchłem na wieść o tym, że mamy gościa. – położył dłoń na moim ramieniu – Wejdź do środka Madds.
- Nie wiem czy chcę. Dobrze, że nie podniosłeś na mnie ręki.
- Nie śmiałbym Miśku. Pomogę ci wstać z podłogi. – chwycił mnie i zaprowadził do salonu, gdzie usiedliśmy.
- Gdzie Maya? – spytałam, rozglądając się po pomieszczeniu.
- W swoim pokoju. – odpowiedział.
Mam nadzieję, że dał jej naleśniki, których nie dokończyłam przyrządzać. Trochę bałam się cokolwiek powiedzieć na jej temat, mimo, gdyż widziałam, że mąż już mówił łagodnym tonem, bez nerwów.
- Naprawdę, bardzo cię przepraszam Madds. Już nie będę się wyładowywał na tobie.
- Mam nadzieję. Nie wiesz nawet co wtedy czułam.
- Domyślam się. – chwycił moją twarz i namiętnie pocałował.
Jared wstał z miejsca i udał do kuchni. Wyjął z lodówki naleśniki, które widocznie dokończył i podał mi. Zaczęłam je konsumować. Rozmyślałam o dziewczynce, co musiała przeżywać, jak się kłóciliśmy. Pewnie strasznie zalała się łzami.
- Skarbie, będziemy musieli poważnie porozmawiać o Mayi. – zaczął, poprawiając swoje ułożenie na kanapie – Mówiłaś poważnie o adopcji?
- Nie ma nikogo. Nie ma rodziców. Wiem, że znamy ją krótko, ale zakochałam się w niej. Wiem, uznasz mnie za idiotkę.
- Madds, muszę coś tobie powiedzieć. Wczoraj w nocy gdy wstałem do toalety, widziałem jakiś medalion. – o boże – Nie wiem dlaczego, lecz pomyślałem o tym by mieć z tobą dziecko i jakimś cudem wpadł mi do muszli klozetowej.
- Wyjąłeś go? O której to było? – odłożyłam widelec.
- Nie wiem. Chyba w okolicach dwudziestej czwartej. Niestety, wpadł mi przy spłukiwaniu wody.
Jasna cholera! Jared wypowiedział życzenie, które najwyraźniej się spełniło. Ale chwilka. Nie mamy szóstego grudnia.
- Stała obok jakaś staruszka? – musiałam zapytać.
- Nie. Byłem tylko ja. – kiwnął głową – Po części też byłem zły, że to co powiedziałem się spełniło. Wiesz, że nie wierzę w jakieś czary.
- Muszę iść z nią pogadać. – wstawałam z kanapy, lecz mężczyzna mnie powstrzymał.
- Rozmawiałem z nią. Spytałem, czy chciała by iść do domu dziecka, czy woli zostać z nami.
- Dlaczego zadałeś jej takie pytanie? To jeszcze dziecko. – zdziwiłam się.
- Chciałem po prostu wiedzieć i znam już odpowiedź. Woli być z nami.
- A jakiej odpowiedzi się spodziewałeś? – wstałam by zanieść talerz do kuchni.
Umyłam talerz i na chwile zostawiłam męża samego. Weszłam do pokoju Mayi, która już smacznie spałą w łóżku. Nie zamierzałam jej budzić. Weszłam do łazienki, by trochę się odświeżyć, tym bardziej, że nadal czuje od siebie papierosy. Że Jared tego nie poczuł.
- Chce z tobą ją adoptować. – usłyszałam jego głos zza prysznica.
Zakręciłam wodę i przez chwilę stałam jak wryta. Odsunęłam zasłonę i spojrzałam mu prosto w oczy.
- Naprawdę? Chcesz? – na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
Mężczyzna również i znacząco kiwnął głową. Wtuliłam się w niego jak małe dziecko.
- Tylko wiedz, że zanim stanie się nasza, będziemy musieli przejść długą drogę.
- Wiem mężusiu. Nie wiesz jak się teraz cieszę.
-Widzę, - pocałował mnie namiętnie – Po Nowym Roku pójdziemy do agencji adopcyjnej, dobrze? – spojrzał mi głęboko w oczy.
Byłam za. Po chwili zaproponowałam by razem ze mną wszedł pod prysznic. Miałam straszną ochotę by się do niego dobrać. Zaczął się rozbierać. Już pomału dobierałam się do jego krocza. Lekko się pochyliłam i wzięłam penisa do ust. Wyczuwałam, że nie mógł się powstrzymać od wydana jęków. Po dłuższej chwili czułam, że dzieje się coś z nim nie tak i wtedy zrozumiałam, że dochodzi. Puścił trzy niewielkie ładunki w moje usta, aż ledwo zdążyłam połknąć.
- Kurwa…. – wymamrotał, opierając się o ścianę
- Rozumiem, że się podobało? – wyjęłam penisa ze swoich ust i musnęłam w usta.
- Teraz moja kolej.
Podniósł mnie i kazał oprzeć o ścianę bym nie walnęła o sufit. Miałam wrażenie, że chyba wącha moją pochwę lecz chwilę potem, czułam dotyk języka, jakby go tam wkładał. O matko…. Miałam ochotę krzyczeć, ale wiem, że nie mogłam. Strasznie mnie tam drapał swoją brodą.
- Madds? – tylko lekko jęknęłam – Czy ty właśnie….
- Tak Jared…
Odwrócił mnie bym mu spojrzała w twarz i próbował podbudzić swoje przyrodzenie, po czym wsadził we mnie. Strasznie miałam ochotę krzyczeć „Mocniej! Mocniej!”. Po stosunku, położyliśmy się do łózka. Spojrzałam Jared’owi znów w oczy, będąc w niego wtulona.
- Kocham cię. – powiedziałam, muskając w policzek – I cieszę się, że zgodziłeś się zaadoptować ze mną Mayę.
- Też cię kocham żoneczko. - mocniej mnie objął i próbowaliśmy zasnąć.