UWAGA!

!!!OPOWIADANIE MOŻE ZAWIERAĆ PRZEKLEŃSTWA ORAZ SCENY EROTYCZNE!!!





poniedziałek, 8 marca 2021

Rozdział 7

Zatrzymałam się pod sklepem monopolowym trochę daleko od domu. Zastanawiało mnie, co w Jared’a wstąpiło? Był przecież taki kochany, a dziś pokazał swoją ciemną stronę. Poczułam, że łzy zaczęły mi napływać do oczu. Szybko je wytarłam i weszłam do środku.
- Poproszę paczkę papierosów cienkich niebieskich. – co ja wyprawiam?
Sprzedawczyni podała papierosy i dołożyłam jeszcze zapalniczkę. Zapłaciłam i wyszłam ze sklepu, po czym wyjęłam jednego i zapaliłam. Ohydne są. Jak ludzie mogą je palić? Poprzechodziłam się po mieście. Z daleka ujrzałam Pamelę. Może powinnam z nią porozmawiać.
- Pamela! – zawołałam i odwróciła się w moją stronę.
- Maddie. Co tutaj robisz? – spytała, zaglądając do swojej torby ze zakupami.
- Eh… Pokłóciłam się z Jared’em.
- O co? – zdziwiła się – Nie pogniewasz się jak będziemy rozmawiać idąc? Muszę jeszcze coś kupić.
Nie miałam nic przeciwko. Weszłyśmy do centrum handlowego oraz do sklepu odzieżowego.
- O co poszło z Jared’em? – dopytywała, przeglądając bluzki.
- Przyprowadziłam do domu pewną dziewczynkę.
- Że jak?! – krzyknęła.
- Dziewczynkę. Jej mama została potrącona na pasach, a reszta jej rodziny nie chce mieć nic z nią wspólnego. Miała trafić do domu dziecka, więc ją przygarnęłam na święta.
- Nie powinnaś tego robić.
- Możliwe, ale było mi jej żal. Gdy Jared się dowiedział, to zaczął krzyczeć , aż walnął pięścią w blat.
- Dobrze, że nie uderzył ciebie. Wtedy by miał ze mną do czynienia
Miała rację. Nie widziałam, by chciał podnieść na mnie rękę, a Pamela umie dopiec swego.
- Myślałam by ją adoptować.
- Oboje jesteście na to gotowi? Wiesz, że dzieci to duża odpowiedzialność. – chwyciła bluzkę i udałą do kasy.
- Wiem, ale gdy ją pierwszy raz zobaczyłam, w tym starym mieszkaniu, aż nie mogłam jej nie zabrać do siebie.
- Ja się tam do waszych spraw nie będę wtrącać, ale uważam, że powinnaś z nim o tym porozmawiać.
- Nie wiem, czy chce go teraz widzieć.
- Jesteście małżeństwem i mieszkacie razem. I tak będziesz go widziała, czy to ci się podoba czy nie.
Nie mogłam się z nią nie zgodzić. Po zakupach powolnym krokiem udałam się do siebie. Zapaliłam jeszcze jednego papierosa, ale nie mogłam go uciągnąć. Zgasiłam i wyrzuciłam paczkę do kosza. Stałam przed drzwiami przez chwilę i usiadłam na schodach. Znów napływały mi łzy. Nagle, otworzyły się drzwi i wyszedł Jared, ze zaplecionymi ramionami przy klatce piersiowej. Stał nade mną przez chwilę i przykucnął.
- Maddie… Przepraszam. – powiedział spokojnym już tonem.
- Za co mnie przepraszasz? Za to, że przygarnęłam sierotę czy, że krzyczałeś?
- Za to i za to. Miałem zły dzień w pracy. Wszystko się we mnie skumulowało. Po prostu wybuchłem na wieść o tym, że mamy gościa. – położył dłoń na moim ramieniu – Wejdź do środka Madds.
- Nie wiem czy chcę. Dobrze, że nie podniosłeś na mnie ręki.
- Nie śmiałbym Miśku. Pomogę ci wstać z podłogi. – chwycił mnie i zaprowadził do salonu, gdzie usiedliśmy.
- Gdzie Maya? – spytałam, rozglądając się po pomieszczeniu.
- W swoim pokoju. – odpowiedział.
Mam nadzieję, że dał jej naleśniki, których nie dokończyłam przyrządzać. Trochę bałam się cokolwiek powiedzieć na jej temat, mimo, gdyż widziałam, że mąż już mówił łagodnym tonem, bez nerwów.
- Naprawdę, bardzo cię przepraszam Madds. Już nie będę się wyładowywał na tobie.
- Mam nadzieję. Nie wiesz nawet co wtedy czułam.
- Domyślam się. – chwycił moją twarz i namiętnie pocałował.
Jared wstał z miejsca i udał do kuchni. Wyjął z lodówki naleśniki, które widocznie dokończył i podał mi. Zaczęłam je konsumować. Rozmyślałam o dziewczynce, co musiała przeżywać, jak się kłóciliśmy. Pewnie strasznie zalała się łzami.
- Skarbie, będziemy musieli poważnie porozmawiać o Mayi. – zaczął, poprawiając swoje ułożenie na kanapie – Mówiłaś poważnie o adopcji?
- Nie ma nikogo. Nie ma rodziców. Wiem, że znamy ją krótko, ale zakochałam się w niej. Wiem, uznasz mnie za idiotkę.
- Madds, muszę coś tobie powiedzieć. Wczoraj w nocy gdy wstałem do toalety, widziałem jakiś medalion. – o boże – Nie wiem dlaczego, lecz pomyślałem o tym by mieć z tobą dziecko i jakimś cudem wpadł mi do muszli klozetowej.
- Wyjąłeś go? O której to było? – odłożyłam widelec.
- Nie wiem. Chyba w okolicach dwudziestej czwartej. Niestety, wpadł mi przy spłukiwaniu wody.
Jasna cholera! Jared wypowiedział życzenie, które najwyraźniej się spełniło. Ale chwilka. Nie mamy szóstego grudnia.
- Stała obok jakaś staruszka? – musiałam zapytać.
- Nie. Byłem tylko ja. – kiwnął głową – Po części też byłem zły, że to co powiedziałem się spełniło. Wiesz, że nie wierzę w jakieś czary.
- Muszę iść z nią pogadać. – wstawałam z kanapy, lecz mężczyzna mnie powstrzymał.
- Rozmawiałem z nią. Spytałem, czy chciała by iść do domu dziecka, czy woli zostać z nami.
- Dlaczego zadałeś jej takie pytanie? To jeszcze dziecko. – zdziwiłam się.
- Chciałem po prostu wiedzieć i znam już odpowiedź. Woli być  z nami.
- A jakiej odpowiedzi się spodziewałeś? – wstałam  by zanieść talerz do kuchni.
Umyłam talerz i na chwile zostawiłam męża samego. Weszłam do pokoju Mayi, która już smacznie spałą w łóżku. Nie zamierzałam jej budzić. Weszłam do łazienki, by trochę się odświeżyć, tym bardziej, że nadal czuje od siebie papierosy. Że Jared tego nie poczuł.
- Chce z tobą ją adoptować. – usłyszałam jego głos zza prysznica.
Zakręciłam wodę i przez chwilę stałam jak wryta. Odsunęłam zasłonę i spojrzałam mu prosto w oczy.
- Naprawdę? Chcesz? – na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
Mężczyzna również i znacząco kiwnął głową. Wtuliłam się w niego jak małe dziecko.
- Tylko wiedz, że zanim stanie się nasza, będziemy musieli przejść długą drogę.
- Wiem mężusiu. Nie wiesz jak się teraz cieszę.
-Widzę, - pocałował mnie namiętnie – Po Nowym Roku pójdziemy do agencji adopcyjnej, dobrze? – spojrzał mi głęboko w oczy.
Byłam za. Po chwili zaproponowałam by razem ze mną wszedł pod prysznic. Miałam straszną ochotę by się do niego dobrać. Zaczął się rozbierać. Już pomału dobierałam się do jego krocza. Lekko się pochyliłam i wzięłam penisa do ust. Wyczuwałam, że nie mógł się powstrzymać od wydana jęków. Po dłuższej chwili czułam, że dzieje się coś z nim nie tak i wtedy zrozumiałam, że dochodzi. Puścił trzy niewielkie ładunki w moje usta, aż ledwo zdążyłam połknąć.
- Kurwa…. – wymamrotał, opierając się o ścianę
- Rozumiem, że się podobało? – wyjęłam penisa ze swoich ust i musnęłam w usta.
- Teraz moja kolej.
Podniósł mnie i kazał oprzeć o ścianę bym nie walnęła o sufit. Miałam wrażenie, że chyba wącha moją pochwę lecz chwilę potem, czułam dotyk języka, jakby go tam wkładał. O matko…. Miałam ochotę krzyczeć, ale wiem, że nie mogłam. Strasznie mnie tam drapał swoją brodą.
- Madds? – tylko lekko jęknęłam – Czy ty właśnie….
- Tak Jared…
Odwrócił mnie bym mu spojrzała w twarz i próbował podbudzić swoje przyrodzenie, po czym wsadził we mnie. Strasznie miałam ochotę krzyczeć „Mocniej! Mocniej!”.  Po stosunku, położyliśmy się do łózka. Spojrzałam Jared’owi znów w oczy, będąc w niego wtulona.
- Kocham cię. – powiedziałam, muskając w policzek – I cieszę się, że zgodziłeś się zaadoptować ze mną Mayę.
- Też cię kocham żoneczko. - mocniej mnie objął i próbowaliśmy zasnąć.

piątek, 15 stycznia 2021

Rozdział 6

Gdy się obudziłam, Jared'a nie było. Wstałam z łóżka i udałam do łazienki. Zrobiłam poranną łazienkową rutynę, po czym ubrałam. Nie mogę zapomnieć, że dziś jest mój pierwszy dzień w nowej pracy. Założyłam buty i zeszłam do kuchni.
- Witaj żoneczko. - powiedział Jared, mieszając gotujące się na gazie potrawę.
- Witaj mężusiu. Co gotujesz? - podeszłam do niego i objęłam w pasie.
- Tak pomyślałem, że może miałabyś ochotę na jajka z dodatkiem parówki. - spojrzał się w moją stronę.
Ostatni raz zamieszał potrawę, a ja wyjęłam talerze z szafki. Zdjął patelnię z ognia i podzielił jajka na dwa talerze, po czym położył je na kuchennym stole. Wstawiłam wodę na kawę.
- Smacznego kochanie. – oznajmił, gdy usiedliśmy.
- Wzajemnie. – uśmiechnęłam się i zaczęliśmy jeść.
Jedliśmy w ciszy. Zauważyłam, że bardzo trzęsą mi się dłonie. Czyżbym stresowała się nową pracą? Udałam się zalać kawę, lecz gdy to czyniłam, większość zawartości czajnika znajdowała się po za szklankami.
- Co się dzieję? – spytał mężczyzna, odwracając w moją stronę.
- Sama nie wiem. – odłożyłam czajnik – Chyba za bardzo się denerwuję tą pracą. Czy mnie inni pracownicy przyjmą dobrze czy źle.
- Nie przejmuj się. Jak nie będą chcieli z tobą rozmawiać, to ich problem. Bądź sobą. – wstał i objął.
Miał rację. Muszę się skupić na tym, co najważniejsze. Muszę pokazać z siebie wszystko.
- Zbieram się pomału do pracy. – oznajmił mężczyzna.
Wziął ostatni łyk kawy i wyszedł. Również powinnam się zbierać. Nie mam zamiaru się spóźnić pierwszego dnia. Poprawiłam jeszcze fryzurę i wyszłam z domu. Gdy byłam na miejscu, widziałam grupkę ludzi, którzy palili przed wejściem.
- Ej! Miałabyś ognia? – spytał jakiś koleś.
- Nie mam . – weszłam do środka.
Miałam wrażenie, że droga do mojego szefa się znacznie wydłuża niż na rozmowie. Znajdowałam się na miejscu i od razu podszedł szef.
- Witaj Maddie. Pokażę tobie twoje stanowisko. Dziś czeka cię lekka praca. Będziesz pod okiem naszego najlepszego pracownika, przyglądać się jego pracy. Takie szkolenie.
- Rozumiem. Nie mogę się doczekać. – oznajmiłam z lekkim uśmiechem.
- Na taką odpowiedź liczyłem.
Zaprowadził mnie pod jedno stanowisko komputerowe.
- Stewart, poznaj Maddie. Dziś będziesz ją szkolić.
Mężczyzna spojrzał na mnie, po czym lekko się uśmiechnął. Usiadłam obok, a szef odszedł.
- Pracowałaś już w tej branży? – spytał.
- Byłam wcześniej sekretarką, ale w innej firmie.
- Tutaj nie ma nic trudnego. Dziś zajmiemy się przeglądaniem mediów społecznościowych. Ewentualnie będziemy poprawiać błędy stylistyczne. Na pierwszy rzut pójdzie Alyson Noel.
Uważnie się przyglądałam jego pracy. Miał rację, że nie ma w tym nic trudnego. Reszta dnia tak szybko mi upłynęła, że nie zwróciłam uwagi kiedy.
- Jutro tym samym się będziemy zajmować? – spytałam Stewart’a.
- Owszem, ale zamienimy się rolami. Ty będziesz działać, a ja się Tobie przyglądać. Jak to mawiają, praktyka czyni mistrza.
Zaśmiałam się. Pożegnałam kolegę i wyszłam z budynku. Musiałam zrobić małe zakupy. Trzeba coś ugotować na obiad. W pewnym momencie, zauważyłam, że na pasach wydarzył się wypadek.
- Maddie! – zawołała jakaś dziewczynka i podbiegła w moją stronę.
Okazało się, że to ta sama, co mieszka w moim starym mieszkaniu.
- Co się stało? – spytałam.
- Mamusia miala wypadek! – zalała się łzami.
Zamurowało mnie. Mówiła ostatnio o swoim mężu. Przytuliłam dziewczynkę. Nagle, podszedł do nas policjant.
- Dzień dobry. Jest pani z rodziny? – spytał wyjmując notes i długopis.
- Nie. Ona mieszka w mieszkaniu w którym sama mieszkałam. – spojrzałam na dziewczynkę.
Policjant wziął głęboki wdech.  Schował notatnik.
- Coś się stało? – spytałam zaciekawiona.
- Żaden inny członek rodziny nie chce mieć z tą rodziną nic wspólnego. Nawet siostra męża kobiety. Nikt nie chce do siebie Mayi. Nie mamy innego wyjścia, jak wysłać ją do Domu Dziecka.
Zdziwiłam się. Jak można nie chcieć kontaktu z rodziną, a tym bardziej z tym  słodkim dzieckiem. Na słowa o Domu Dziecka, widziałam na twarzy dziewczynki większy strumień łez.
- Ja się nią zajmę. – oznajmiłam i wiedziałam, że Jared mnie zabije.
- Nie może Pani….
- Chce ziośtać z Maddie – dziewczynka niemal krzyknęła.
- Panie władzo. Są święta. Chce Pan, by spędziła je w gronie obcych osób? Mnie trochę zna. Chociaż do Nowego Roku by pobyła u mnie.
Policjant znów wziął głęboki wdech i spojrzał na swoich kolegów z tyłu.
- Dobrze, ale tylko do Nowego Roku, potem przyjdzie opieka społeczna. Poproszę Pani adres.
Tak się ucieszyłam, dziewczynka też. Podałam policjantowi swoje dane  i obie odeszłyśmy.
- Ziekuje. – oznajmiła.
- Będziesz miała niezapomniane święta. Obiecuję Ci. – posłałam jej uśmiech – Nazywasz się Maya?
Kiwnęła znacząco głową. Udałyśmy się do supermarketu po żywność i wróciłyśmy do domu. Pokazałam Mayi jej tymczasowy pokój. Przy okazji kupiłam jej parę zabawek. Udałam się do kuchni, by przyrządzić obiad. Nagle, drzwi frontowe się otworzyły. Był to mój mąż.
- Co gotujesz? – spytał, całując w czoło.
- Naleśniki z dżemem truskawkowym. Obiecuję, że nie pożałujesz mojego dania.
Mężczyzna zdjął buty na korytarzu i wstawił wodę w czajniku w kuchni. Po chwili weszła Maya.
- Co dziś na obladek? – spytała, opierając się na blat.
- Lubisz naleśniki? – 
- Taak! – krzyknęła z radością, po czym spojrzała na Jared’a i mina jej zbladła. – Dzien Dobly. – wymamrotała.
- Dzień dobry. – zalał kawę i spojrzał na mnie. – Zostawisz nas na chwilę samych? – zwrócił się do dziewczynki.
Tak zrobiła. Już zaczynałam się bać.
- Maddie? – splótł ręce na piersi stojąc przede mną.
- Jared…. – nie wiedziałam co powiedzieć – Jared, wiem, że możesz być na mnie zły. Ta dziewczynka straciła mamę. Oboje rodziców.
- Mała nie ma babci czy dziadka? – napił się kawy, ale widziałam, że nie był w humorze.
- Nikt nie chce mieć z nią nic wspólnego. Ogólnie z tą rodziną.
- Powinna ją zabrać opieka społeczna.
- Nie mogłam na to pozwolić. Są święta. Nikogo tam nie zna.
- A ciebie zna?
- Mieszkała w starym mieszkaniu. Jak byłam ostatnio zobaczyć to poznałam tą dziewczynkę. – podeszłam do męża i próbowałam go objąć – Jared…
Mężczyzna milczał. Próbowałam go pocałować ale odsuwał głowę.
- Skarbie, dajmy tej dziewczynce niezapomniane święta za nim będzie musiała czekać na nową rodzinę w Domu Dziecka.
- Kurwa, Maddie! – Jared walnął pięścią z całych sił w kuchenny blat – Nawet nie wiemy czy oboje jesteśmy na takie poświecenie gotowi, a ty przywłaszczasz jakiego bachora!
Wtedy nie poznawałam go. Miałam ochotę zalać się łzami i uciec.
- Bachora? Ona jest dzieckiem! – krzyknęłam odsuwają się od niego.
- Dzieci kosztują, a nas na nie nie stać!
- Inne rodziny mają dzieci i ich jakoś stać, a ona ma być u nas tylko do Nowego Roku! Wiesz co? Muszę wyjść!  Dziś jesz sam! Smacznego! – rzuciłam łyżeczką o blat i kierowałam się w stronę wyjścia, po chwili odwróciłam napięcie – Chciałam z tobą przedyskutować nad adopcją Mayi, ale widzę, że rozmowa nie miała by dla ciebie sensu! – wyszłam, trzaskając drzwiami.

środa, 30 września 2020

Rozdział 5

Weszłam do środka, i oczom nie wierzyłam. Mieszkanie było całe wywrócone do góry nogami, jakby ktoś czegoś ewidentnie szukał, tylko ciekawe czy to znalazł. Pomyślałam o sypialni więc się tam udałam. Szafki były wszystkie pootwierane. Nawet nasze ubrania było porozwalane po całym pokoju. Co do licha się stało?! Wyjęłam telefon i napisałam do Pameli.

„Przyjdź do mnie. Moje mieszkanie zostało zdewastowane. M.”

Po chwili, zadzwoniła.
- Coś zginęło? – słyszałam, że była na dworze.
- Nie wiem. Na razie nie mogę uwierzyć w ten cały bałagan. Ktoś chyba czegoś szukał.
- Lepiej porządnie go przeszukaj. Zaraz u ciebie będę i pomogę. Rozmawiałaś z Jarede;m?
- Jest na siłowni.
- Nie poszłaś z nim? Ja bym chętnie pooglądała pół nagich i całych spoconych mężczyzn….
- Pamela! – wyrwałam ją z transu, mimo, że sama bym chętnie popatrzyła.
Przyjaciółka rozłączyła się. Pozbierałam swoje ubrania z łózka, poukładałam i schowałam z powrotem do szafy. Nagle, zobaczyłam, że na łóżku coś się błyszcze. Podeszłam i zobaczyłam medalion. Ten sam, co wrzuciłam do wody po wypowiedzeniu życzenia. Uważnie mu się przyjrzałam. Rozległ się dzwonek do drzwi. To pewnie Pam. Otworzyłam jej.
- Przeszukałaś? – spytała, w parując wręcz do środka.
- Na razie nie. Znalazłam tylko medalion, który… Który już kiedyś widziałam. – pokazałam jej go.
Uważnie mu się przyglądała. Chyba próbowała go do czegoś dopasować.
- Skąd go masz? – spytała, chwytają medalion ode mnie.
- Dostałam od jakieś kobiety, ale wrzuciłam go do wody i przepadł, a teraz znajduje w swoim pokoju.
- Coś jeszcze jest w nim, czego nie miałaś? – udała się na górę.
Poszłam za nią. Rozejrzała się po pomieszczeniu i zaczęła go przeszukiwać. Oczywiście jej pomogłam. Nic nie zginęło na szczęście.
- Musisz mu powiedzieć.
- Wiem. Podejrzewam, że się wścieknie. – usiadłam na łóżku.
- Widzisz jak cię kocha. I jestem pewna, że uwierzy, że ty tego nie zrobiłaś.
- Pamelo, nie było mnie wtedy w domu.
Przyjaciółka pomogła mi posprzątać resztę mieszkania. Lada moment, znów było pukanie do drzwi. Gdy je otworzyłam, zamurowało mnie. Stała tam ta starsza kobieta, która wręczyła medalion.
- Znalazłam Panią. Życzenie się spełniło? – rozejrzała się po mieszkaniu, ale nie weszła do środka.
- Chyba tak. Jest znacznie inaczej. Pani była w tym mieszkaniu? – stanowczo musiałam zapytać.
Tylko spojrzała na mnie i zaczęła się oddalać, po czym zamknęłam drzwi. To mnie uświadomiło, że właśnie potwierdziła, że w nim była. Dziwne było to, że dała mi ten medalion. Wraz z brunetką dokończyłyśmy sprzątanie i postanowiłyśmy zrobić sobie kawy i usiadłyśmy na kanapie. W telewizji nie było nic.
- Musimy jakiś dzień wybrać się na te wspólne zakupy. – oznajmiła, pijąc kawę.
- Do świąt mamy jeszcze trochę czasu. 
- Wiesz jak to zleci? Ledwo się obejrzysz, a już dwudziesty piąty.
Miała rację. Nadal nie wiem, co kupić Jaredo’wi. Wiem, że chodzi  na siłownię, ale nie wypada kupować ręczników czy jakiś dezodorantów.
- Może jutro zrobimy sobie wypad po sklepach i zaczniemy coś szukać? – zaproponowałam.
- Jestem za.

***
- Wróciłem kochanie! – usłyszałam jego głos.
Siedziałam na kanapie i czytałam swoją umowę. Zarobki w niej nie są złe. Muszę się nieźle postarać, by dostać jakikolwiek awans. Jared wszedł do salonu i pocałował w czoło, po czym udał się do kuchni i otworzył lodówkę. Wyjął piwo i wrócił z powrotem do mnie. Poprosił mnie bym na chwilę podniosła nogi i położyła je z powrotem, ale już na jego.
- Nie kupowałam piwa – zdziwiłam się.
- Wcześniej kupiłem. Chcesz?
- Nie trzeba, ale chętnie bym się wina napiła. – miałam nadzieję, że mi poda.
I tak zrobił. Wstał, wyjął wino i nalał mi do kieliszka. 
- Proszę. – podał je.
Zrobiłam łyk i uważnie mu się przyjrzałam. Nie zauważyłam, że nie był w garniturze, tylko w sportowy strój. Koszula na naramkach zupełnie przylegała do jego spoconego ciała, aż mi ślinka leciała. Zrobił łyk piwa, aż jego biceps mocno się napiął. Miałam ochotę odłożyć umowę i rzucić się na niego.
- Co czytasz? – spytał, spoglądając.
- Umowę o pracę. Czytałam ją wcześniej, ale teraz mogę na spokojnie ją przeanalizować.
- Są jakieś haczyki? – znów zrobił łyk.
- W każdej zawsze są. – odłożyłam papierek na stół – Dla mnie liczy się, że w ogóle jakaś pracę mam. – Musnęłam go w policzek.
- Cieszę się.
Spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy, aż nagle odbiło mu się po piwie.
- Przepraszam. – zaśmiał się.
- Świnia z ciebie! – walnęłam go w ramię. 
Nagle, przybliżyłam się by go namiętnie pocałować. To co miałam w głowie, przekraczała chyba ludzkie pojęcie.
- Pragnę cię Jared. Nie mogę się tobie oprzeć. – wymamrotałam.
- Ja ciebie też. – zdjął mi buty i zaczął masować moją stopę.
Widzę jaki jest kochany dla mnie. Inny mężczyzna chyba by się mną tak nie opiekował.
- Jared…. – próbowałam znów zacząć.
Spojrzał się na mnie, jakby nie wiedział co chce powiedzieć.
- Tak żoneczko? – nie przerywał masować nogi.
- Wiesz, że nie pamiętam części swojego życia. Nawet nie pamiętam naszego ślubu, ale…
- Śmiało. Nie musisz mieć przede mną sekretów. Przysięgaliśmy, że będziemy mówić sobie wszystko. – dotknął drugą ręką moich włosów.
- Jak wiesz, na początku bałam się ciebie. Sam widziałeś, co robiłam. Chcę ci powiedzieć, że ponownie się w tobie zakochałam. Przy tobie czuje się bezpieczna. Nie przez to, że jesteś potężny, p oprostu widzę jak się o mnie troszczysz i dbasz. I chyba jestem gotowa powiedzieć Tobie to co czuje i za pewne chcesz usłyszeć, bądź nie słyszałeś od dawna.
Przystojniak poprawił swoje ułożenie i chyba zamienił się w słuch. Wzięłam dwa głębokie wdechy, mimo, że czułam jak z nerwów brzuch mnie zabolał. Zdjęłam nogi z jego kolan i przybliżyłam, tak by spojrzeć mu w oczy oraz by nasze usta się spotkały
- Kocham cię Jared. Kocham cię mój mężu. – w końcu to powiedziałam.
On tylko się mnie przyglądał przez dłuższą chwilę, po czym namiętnie zaczął całować.
- Jak bardzo mnie kochasz, żonko?
- Tak bardzo, że mam ochotę na ciebie. – zaśmiałam się.
Jared wstał i mnie chwycił. Zaprowadził do sypialni. Położył mnie i zaczął powoli rozbierać. Gdy dotykałam jego ramion, to były tak gorące, że aż miałam ochotę się tylko mocno w tulić. Rzucił moją bluzkę i stanik na podłogę, po czym zdjął swoją koszulę. Matko kochana…. Maddie, opanuj się! Przystojniak pieścił moje piersi przy czym delikatnie muskając ustami moje sutki. O kur… Ah… Poczułam jego powiększającego się penisa na moich nogach. Strasznie intensywnie pulsował. Chwyciłam jego spodnie i zsunęłam wraz z bokserkami i go chwyciłam. On zdjął moje spodnie. Widziałam, ze nie chciał mi robić żadnej krzywdy.
- Jared…. Wyjmij go… Wyjmij…. – mamrotałam z podniecenia.
- Co mam wyjąc? – zdziwił się, nie przestając pieścić moich cycków.
- Otwórz… szafę….
Wstał  i zrobił o co go prosiłam. Znajdowała się tam szpicruta[1]. Wyjął ją. Był lekko zdziwiony i zastanawiał co mam na myśli.
- Uderz mnie…
Podszedł do mnie, po czym odwrócił plecami do góry i lekko uderzył w mój tyłek. Nic nie poczułam. Odwróciłam się i postanowiłam mu pokazać, jak tego używać. Zamieniłam się z nim miejscami. Chwyciłam sprzęt od niego i dotknęłam jego długiego i w pełnej gotowości penisa. Wydał jęki, jakby mu się to podobało, po czym lekko walnęłam. Prawie podskoczył na łóżku. Walnęłam go nie co mocniej, na nodze, ale nie jestem pewna czy poczuł przez swoją muskulaturę. Chyba załapał o co mi chodzi i ponownie przejął pałeczkę. Znów byłam odwrócona plecami do Jared’a. Przejechał szpicrutą po moich pośladkach i z całej siły w nie walnął. O kurwa… Na to właśnie czekałam i miałam ochotę.
- Podoba ci się to? – spytał, cały czas dotykając moich pośladków.
- Tak…- wymamrotałam ledwo słyszalnym głosem.
Dał kilka takich klapsów, aż wywalił sprzęt i odwrócił z powrotem bym na niego spojrzała. Nagle wsadził swoje dwa palce w moją pochwę i przesuwał nimi w przód i w tył. Jasny gwint…. Miałam ochotę poczuć czegoś zupełnie innego. Oderwałam jego rękę i przybliżyłam do siebie, dotykając bicepsów, przy czym namiętnie go całowałam. 
- Zrób to.
- Chcesz bym cię przeleciał? – widziałam jak się uśmiecha kącikiem ust.
Kiwnęłam głowę potwierdzająco. Jared na moment się wyprostował i celował penisem w moją pochwę, po czym znów położył się niemal na mnie i pchał z całej siły.
- Ah! – jęknęłam najgłośniej jak mogłam – Jared!
Nasze usta znów się dotykały. Widziałam jak żyły wychodziły na jego bicepsach. Mocno je ścisnęłam. Nie mogłam się mu oprzeć.. Sama nie wiedziałam co się ze mną dzieje.
- Doprowadzasz… mnie… do… szaleństwa… - powiedziałam, nie odrywając pocałunków.
- Jeden…. Dwa…. O kurwa… Ah….
Tak mocno ścisnął ramę łózka, aż po części się ułamała.
- Ups. Chyba będzie trzeba kupić nowe – zaśmiałam się.
Mężczyzna wyjął. Penisa ze mnie i położył obok, obejmując mnie. Mocno wtuliłam się do swojego mężusia. 

_____________________
[1]
Szpicruta – rodzaj pręta pokrytego skórą lub rzemiennej plecionki, stosowanego jako pomoc jeździecka służąca do poganiania konia. Przyrząd ten bywa wykorzystywany w praktykach sadomasochistycznych.

niedziela, 27 września 2020

Rozdział 4

- Czekałem na panią. - powiedział mężczyzna w garniturze.
Weszłam do środka i usiadłam na przeciwko niego. Pomieszczenie było ogromne. Najładniejszy był żyrandol, gdyż zawierał zwisające diamenty.
- Ma pani przy sobie CV?
O kurde! Chyba zapomniałam go napisać. Co ja teraz zrobię? Otworzyłam torebkę i zaczęłam przeszukiwać. O dziwo znalazłam to czego szukałam. Spojrzałam na nie szybko i nie wierzyłam że z poprzedniej pracy wywalili mnie jeszcze w listopadzie. Mężczyzna w garniturze odchrząknął. Szybko wyjęłam CV i mu podałam. Uważnie mu się przyglądał. Raz na kartkę, raz na mnie.
- Umie pani obsługiwać podstawowe programy typu Word i Excel? - zapytał.
- Oczywiście. Mam je w jednym paluszku. - co ja wygaduje.
Rozmowa trwała jeszcze chwilę, ale w końcu dostałam umowę jako Social Media Manager. Mam śledzić portale społecznościowe autorów a niektórych nawet zarządzać. Bardzo się ucieszyłam. Mam zaczynać od jutra. Wyszłam z budynku i napisałam SMSa do Jareda.

Dostałam tą pracę! M.

Napisałam również do Pameli. Nie wiedziałam, gdzie się udać. Może trochę rozejrzę się po mieszkaniu? W dodatku, jestem ciekawa co z moim starym. Postanowiłam to sprawdzić. Ujrzałam drzwi starego mieszkania. Były na nim ozdoby bożonarodzeniowe. Miałam małego cykora, by zapukać do drzwi. W końcu się odważyłam i otworzyła je jakaś nieznajoma mi kobieta.
- Tak?
- Dzień dobry. Przepraszam, że przeszkadzam. – zupełnie nie wiedziałam co powiedzieć
- Kojarzę Panią. Poprzednia właścicielka, prawda?
- Tak. Chciałam sobie trochę poprzypominać dawne czasy. Mogłabym na chwilę wejść?
Kobieta przez moment się zastanawiała, ale zgodziła się. Zaprowadziła mnie do salonu. Co pamiętam, mój wyglądał nieco inaczej. Ściany były jasnego koloru.
- Może zrobię kawy. Napije się Pani? – zaproponowała.
- Z miłą chęcią się napiję. – posłałam kobiecie uśmiech.
Udała się do kuchni. Spojrzałam się w jej stronę i kuchnia została bez zmian.
- Czy mogłabym rozejrzeć się na górze? Chciałabym zobaczyć swoją dawną sypialnię.
- Oczywiście, tylko proszę nie zwracać uwagi na bałagan. – machnęła ręką.
Weszłam po schodach i weszłam do pokoju. Tutaj też były duże zmiany. Znajdowało się chyba jakieś biuro. Widać, że ta osoba lubi pisać.
- Ulubione miejsce mojego męża. – powiedziała, podając mi kawę – Szkoda, że już go z nami nie ma.
- Bardzo mi przykro. – położyłam rękę na jej ramieniu, by okazać współczucie.
- Ludzie bardziej powinni uważać na drodze.
- Pani mąż został potrącony?
Kiwnęła głową. Obie rozjeżyłyśmy się jeszcze raz po pomieszczeniu i wyszłyśmy. Przeszliśmy do kolejnego, gdzie bawiła się mała dziewczynka.
- Pokój córki. – od razu się rozpromieniła na jej widok.
Dziewczynka spojrzała na mamę.
- Kiedy bezie obladek? – spytała.
- Już niedługo. Zawołam cię, skarbie.
- Kim ta Pani jeśt?
Podeszłam do dziewczynki i usiałam na podłodze, naprzeciwko niej.
- Cześć. Jestem Maddie. Mieszkałam tutaj przed tobą. 
-Ńaprawde? To był Pani pokoik? – widziałam, że była bardzo zaciekawiona.
Spojrzała na chwię na kobietę, któ®a ta kiwnęła głową i wskazała na poprzedni pokój. Chyba chciała bym nie mówła jej o tamtym pomieszczeniu.
- Tak. Wcześniej tutaj miałam swój pokój. Wiesz co? Cieszę się, że właśnie Ty go dostałaś. Rozumiem, że ładnie o niego dbasz.
- Taak! – krzyknęła. 
Potargałam lekko włosy dziewczynki i wstałam po czym udałam się z kobietą na dół do salonu. Usiadłyśmy na kanapie.
- Córka bardzo przeżywała utratę ojca i nie chciałam by znów1) weszła w ten stan. – oznajmiła, po czym napiła się kawy - Widzę, że pani również jest mężatką. Ma Pani dzieci?
- Nie mamy dzieci. Nawet nie wiem czy jestem na nie gotowa. – nigdy wcześniej o tym nie myślałam.
- Też nie byłam gotowa. A teraz jest moim oczkiem w głowie.
Naprawdę współczułam jej tragedii. Za pewne jest jej ciężko wychować córę bez męża. Nagle zadzwonił mój telefon.
- Tak?
- Gratuluję nowej pracy! Powinniśmy to uczcić. – oznajmił z radością Jared – Niedługo będę w domu, to gdzieś wyjdziemy.
- Jestem w swoim starym mieszkaniu. Może byś podszedł po mnie? – miałam nadzieje, że mi nie odmówi oraz wie gdzie to jest.
- Dobrze. Dam ci znać, jak będę w okolicy. – rozłączył się.
Dopiłam swoją kawę i jeszcze przez moment pogadałam z kobietą. Po dwudziestu minutach, mężczyzna dał mi znać, że już stoi. Pożegnałam się z nią i wypuściła. Gdy go ujrzałam, byłam cała szczęśliwa. Niby znamy się trzeci dzień, a mam wrażenie, że naprawdę minęło ładnych parę lat. Gdy podeszłam, przywitałam się z nim pocałunkiem, po czym wyjął zza swoich pleców duży bukiet róż.
- To dla mnie? – byłam zaskoczona i za razem wzruszona.
- Nie mogę już wręczyć kwiatów swojej żonie? – wręczył mi bukiet, który chwyciłam.
Udaliśmy się przed siebie, trzymając za ręce. Dotarliśmy do tej samej kawiarni w której byłam z Pamelą. Otworzył mi drzwi, jak dżentelmen i usiedliśmy przy stoliku przy oknie. Kelnerka podała nam karty Menu.
- Co powiesz na sernik z pomarańczową galaretką i do tego czerwone wino? – zaproponował z uśmiechem.
- Jestem za.
Gdy kelnerka ponownie do nas podeszła, złożyliśmy swoje zamówienie. Widziałam, że przystojniak zaczął się dziwnie przyglądać temu miejscu.
- Pamiętam, jak pierwszy raz się tutaj spotkaliśmy.- położył swoje ręce na stole i jedną dłoń przybliżył by chwycić moją.
Pierwsze spotkanie? Wpadł mi do głowy pewien plan. Może faktycznie udam, że przez wypadek straciłam pamięć. Jakbym powiedziała o życzeniu, to bym mogła zostać uznana za idiotkę.
- Niestety nie pamiętam tego. – posmutniałam.
Mężczyzna podniósł moją głowę i spojrzał prosto w oczy.
- To nic, skarbie. Postaram ci odświeżyć pamięć.
Chyba mój plan zadziałał. Tylko będę musiała udać też mniej zaskoczoną, by nie było że zupełnie o tym nie wiedziałam. Kelnerka podała nasze desery oraz butelkę wina z dwoma kieliszkami.
- Tutaj była nasza pierwsza randka? – wzięłam pierwszy kawałek ciasta do ust.
- Zgadza się. – rozlał po lampce wina – Widziałem wtedy, że spodziewałaś się kogoś innego. Jeszcze co chwila, przeszkadzał nam stolik, który jest za nami.
- Niby jak?
- Jakaś dziewczyna zaczęła krzyczeć i gadała coś, że ona i jej koleżanka będą siostrami, czy jakoś tak. – napił się.
- Chyba nie była aż taka straszna, skoro nie uciekliśmy. Czy się mylę?
- Nie mylisz się, skarbie. Potem już się uspokoiła. Ale trochę zdobiła siebie idiotkę. – zaśmiał się.
Również miałam ochotę się roześmiać, ale każdy człowiek jest inny.
- Tak to opowiadasz, jakby to było wczoraj.
- Zgadza się. I pomyśleć, że minęły już cztery lata.
 Ile? Znam się z nim cztery lata? Jasny gwint! To dużo mnie ominęło.
- Cześć kochana. Została byś jutro z Hope? Nie mam z kim ją zostawić. – spytała kobieta kelnerki, ledwo co weszła do kawiarni.
- Pewnie, że zostanę, w końcu jesteśmy jak rodzone siostry. – zaśmiała się – Jutro Jason ma zmianę, więc zostanę z małą.
Jared’a chyba właśnie olśniło, aż prawie by się udławił ciastem.
- Wszystko dobrze? – spytałam, zaczynając się martwic.
- Widzisz, jak ta kelnerka rozmawia z kobietą? To właśnie one.
Jeszcze raz się na nie spojrzałam, ale nie kojarzyłam ich. W końcu są dla mnie obcymi osobami.
- W ogóle jak się nazywa ta kawiarnia? – zupełnie nie wpadło mi wcześniej do głowy, by zwrócić uwagę na nazwę.
Nie dostałam odpowiedzi. Na stole nadal leżało Menu, gdzie wyróżniającą się czcionką widniała nazwa. „Caffecake”. Nie przypominam sobie, żeby wcześniej była taka kawiarnia. Zazwyczaj z Pamelą siadałyśmy w kawiarni w towarzystwie kotów. Sama kiedyś chciałam mieć jednego. Jared chwycił kieliszek i podniósł go do góry.
- Zapomniałem. Wypijmy za twoją nową pracę.
Również chwyciłam swój i stuknęliśmy się nimi z uśmiechem i zrobiliśmy łyk zawartości. Nagle, mężczyźnie zadzwonił telefon, po czym odebrał. Starałam się nie podsłuchiwać. W końcu to nie moja sprawa.
- Maddie, muszę wyjść. Zapomniałem, że umówiłem się z kumplem na siłownię. – oznajmił dopijając wino.
- Chcesz iść pod wpływem? – zdziwiłam się i na pewno mu na to nie pozwolę.
- Nic mi się nie stanie. To tylko wino. 
- Jared, proszę….
- Skarbie, obiecuję, że nie będę wykonywał bardzo wysiłkowych ćwiczeń. – przerwał mi – Nie raz ćwiczyłem będąc nawet po butelce piwa i nic złego mi się nie stało. Nawet nie czułem, że coś miałem w organizmie.
- Nie jestem pewna… - zaczęłam się zastanawiać – No dobrze. Tylko jakby coś się stało, dajesz mi znać.
- Umowa stoi. – podniósł się z krzesła, pochylił nad moją głową i namiętnie pocałował.
Wyjął z kieszeni portfel i zostawił pieniądze na stole. Oboje wyszliśmy. Zastanawiało mnie, czy ma strój na przebranie. Przecież nie będzie ćwiczyć w stroju galowym.
- Jak wrócę, to uczcimy twoją posadę w nieco inny sposób. – puścił mi oczko, po czym przytulił, chwycił moją głowę, którą podniosłam by ujrzeć jego twarz i pochylił by ponownie pocałować.
Nie miałam zamiaru go puszczać.
- Wróć bezpiecznie do domu, skarbie. – oznajmił oddalając się.
- Ty też ćwicz bezpiecznie! – krzyknęłam.
Domyślam się, że musze przyszykować się na niezapomniany wieczór. Udałam się w stronę domu. Gdy byłam przy Jared’ie, czułam motylki w brzuchu. Czyżbym zakochiwała się w nim? Dotarłam już na swoją ulicę.
- O kurwa mać…. – wymamrotałam do siebie, gdy zobaczyłam, że drzwi od domu były szeroko otwarte.

piątek, 25 września 2020

Rozdział 3

 Nie wiedziałam co powiedzieć. Jak mogę być po ślubie i tego nie pamiętać? Przystojniak wszedł do pokoju z apteczką. Nawet nie zauważyłam, kiedy wyszedł. Otworzył ją i wyjął gazik oraz wodę utlenioną. Usiadł na łóżku i przyglądał się mojej ranie. Z wrażenia nawet zapomniałam że krwawiłam.
- Boli? - spytał, dotykając rany gazikiem.
- Nie. - nawet jeśli, to przy nim cały ból przemijał.
Naprawdę widziałam innego człowieka. Czułego i martwiącego się o drugą osobę, ukochaną osobę. Miałam dużo pytań, które były bez odpowiedzi. Gdy Jared skończył, położył się obok mnie i objął jedną ręką wokół głowy. W sensie, jego ręka leżała za moją szyją, aż wyczułam jak jego biceps się w nią wbija. Mógłby idealnie robić za poduszkę.
- Czuje, że mam pustkę w głowie. Mówisz, że jesteśmy po ślubie, a wcale tego nie pamiętam.
- Trochę sądziłem, że wczorajszy upadek będzie mieć poważniejsze skutki. - wymamrotał, spoglądając na mnie i obejmując.
Jaki do licha wypadek? Czekam aż zacznie kontynuować, lecz tylko wziął głęboki wdech.
- To mi przypomnij co się stało. – wiedziałam, że sam nie zacznie tematu.
- Na pewno chcesz to wiedzieć? - kiwnęłam potwierdzająco głową - Byłaś z Pamelą. Wypowiadałaś życzenie i wrzuciłaś jakiś naszyjnik do wody. Jak zaczęły bić dzwony, upadłaś. Pam od razu do mnie zadzwoniła i przyjechałem po ciebie, po czym zabrałem do domu. Dalej już znasz.
To co pamiętam, wypowiedziałam życzenie, udałyśmy się do swoich domów i położyłam się spać. Obudziłam się w alternatywnym świecie czy co? Zastanawiało mnie też jedno pytanie, więc musiałam je w końcu zadać.
- Jak długo jesteśmy małżeństwem? - podniosłam swoje ciało, wyrywając się z jego ramion i spojrzałam na niego.
Przez długi czas myślał.
- Od pół roku. - chwycił moja rękę.
Nagle zauważyłam obrączkę na palcu przystojniaka. On też spojrzał na moją dłoń i na chwilę podniósł się do szuflady z której wyjął mniejszą wersję obrączki.
- Mogę tobie ją ponownie założyć? - spytał błagalnym głosem.
Zgodziłam się, wyciągając dłoń w jego stronę i tak uczynił.
- Jestem zmęczona. Połóżmy się już, dobrze? - powiedziałam ziewając.
Postanowiliśmy się dziś wyjątkowo nie myć. Rano się weźmie najwyżej szybki prysznic. Przebrałam szybko piżamę i ponownie położyłam na łóżku. Gdy zobaczyłam Jared'a w samych majtkach to zdębiałam. Wiedziałam że jest  umięśniony ale nie że aż tak! Położył się obok mnie, przy czym odwrócił na bok i mocno objął swoimi ramionami.
- Dobranoc żoneczko. - pocałował w policzek.
- Dobranoc Jared.

***
Gdy otworzyłam oczy, byłam sama. Znów objęły mnie myśli. Cieszyć się czy nie? Po tym co zrobił wczoraj byłam chyba nim oczarowana. Wstałam z łóżka i udałam się do łazienki. Było trzeba się lekko odświeżyć. Nagle, zauważyłam Jared'a biorącego kąpiel. Przez chwilę, stałam oparta o drzwi. Wpatrywałam się w jego plecy, które wyraźnie odzwierciedlały literę „V”. Sama nie rozumiałam dlaczego, ale miałam ochotę tam wejść. Mężczyzna odwrócił się w moją stronę i lekko uchylił drzwi prysznica.
- Witaj moja piękna. Jak się dziś czujesz?
- Wyśmienicie. Mogę do ciebie dołączyć? – Maddie!
Jared zakręcił wodę i szerzej otworzył drzwi. Zdjęłam piżamę i wprost wskoczyłam do przystojniaka. Ponownie odkręcił wodę. Zauważył, że dla mnie była ciutkę za gorąca, więc odkręcił odrobinę zimnej. Chwyciłam żel pod prysznic, nałożyłam trochę na ręce, po czym zaczęłam wcierać w swoje ciało. Przystojniak chyba uważnie się na mnie spoglądał. Po chwili, poczułam coś na swoim brzuchu.
- Ups. – jęknął.
Spojrzałam się odrobinę niżej i jego członek zaczynał się robić duży i dłuższy. Przykucnął odrobinę i zaczął mnie namiętnie całować. Nie chciałam by przerywał. Chwyciłam jego ogromny sprzęt, który ledwo mieścił mi się w dłoni i zaczęłam delikatnie się nim bawić. Co ja takiego wyprawiam?! Mężczyzna podniósł mnie, tak że moje nogi znajdowały się na jego plecach.
- Co powiesz na spóźniony prezent Mikołajkowy? – spytał, cały czas spoglądając na mnie.
- Nie mam nic przeciwko…
Jared ponownie zaczął mnie całować i powolnym ruchem wsuwał penis w moje ciało. Przez moment, poczułam ból, ale trwało to tylko chwilę. Rytmicznie poruszał swoim ciałem, a ja nie mogłam przestawać wydawać z siebie przedziwnych dźwięków. O boże! Ah! Ooohhh! Jasna cholera! Po dosyć długiej chwili, on jęknął. Ponownie mnie pocałował, wyjął członka i postawił na ziemię. Miałam uśmiech od ucha do ucha. Chwyciłam szampon i zaczęłam myć swoje włosy, on również. Wyszliśmy z wanny i było trzeba odświeżyć sobie oddech. Lustro było odrobinkę niższe od Jareda, więc musiał lekko zniżyć głowę. Weszliśmy do pokoju, gdzie zaczęliśmy się ubierać. Zdziwiło mnie, że mężczyzna ubierał się w garnitur. Wyglądał w nim tak seksownie, że znów miałam ochotę na niego.
- Wychodzisz gdzieś? – spytałam, zakładając bluzkę, którą kupiłam z Pamelą na wyprzedaży.
- Musze iść do pracy, skarbie. Dziś jest bardzo ważne spotkanie, a nie chcę źle na nim wypaść.
- To życzę powodzenia. – podeszłam do niego i przejechałam palcem po jego torsie.
- Nie kuś, bo znów mi stanie. – uśmiechnął się kącikiem ust i pochylił by dać mi całusa. – Powiedzenia na rozmowie kwalifikacyjnej. Kocham cię moją przepiękna żonko. – dodał wychodząc z pokoju, przy czym prawie by walnął się głową o ramę drzwi.
Jaką rozmowę? Gdybym jakąś miała, to bym chyba pamiętała. Przecież wczoraj ledwo co straciłam swoją posadę. Zaczęłam się rozglądać po pokoju, by poszukać jakiś informacji, gdzie mam się udać na nią, tylko nieco pamiętam inny układ swojego pokoju. Chwilunia… Dopiero teraz zorientowałam się, że to nie moje mieszkanie. Co pamiętam, nie miałam łazienki naprzeciwko pokoju. Czyżbym znajdowała się w domu przystojniaka? Niestety nie znalazłam w nim żadnej informacji. Skoro miałam iść na rozmowę, musiałam przebrać bluzkę. Wyjęłam z szafy białą, typową na ważne uroczystości. Wyjęłam telefon i tam zaczęłam przeglądać kalendarz oraz maile. Też nic, prócz reklam na poczcie. Zeszłam na dół i ujrzałam jakiś notes na stoliku w salonie. Otworzyłam go i na pierwszej stronie znajdował się napis „Dziennik Maddie”. Nie kojarzę bym jakikolwiek wcześniej prowadziła. Na dzisiejszym dniu, była informacja o spotkaniu we wydawnictwie książki na 11:30. Spojrzałam na zegarek i miałam jeszcze spokojnie trzy godziny. Czyli mam rozmowę w jakimś wydawnictwie. Ciekawe na jakie stanowisko. Nagle, usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam i ujrzałam Pamelę.
- Jadłaś śniadanie?
Jeżeli poranny seks można nazwać śniadaniem…
- Jeszcze nie.
- Niedaleko jest jakaś cudowna kawiarnia. Udajmy się tam.
Założyłam kurtkę oraz wzięłam torebkę. W razie wu, spakowałam też notes, po czym zamknęłam drzwi. Weszłyśmy do kawiarni i usiadłyśmy przy wolnym stoliku.
- Co Panie sobie życzę? Na dziś polecamy Pancakes z polewą czekoladową oraz kawą w gratisie.
Nie miałam nic przeciwko. Obie poprosiłyśmy posiłek dnia i odeszła. Cały czas skupiałam się na poranku. Aż robiło mi się gorąco.
- Co taka zamyślona? – dociekliwym głosem spytała brunetka.
- Miałam udany poranek. – puściłam jej uśmiech, nie mając jednak ochoty na kontynuowanie.
Chciałam to zachować dla siebie. Chociaż na razie.
- Widzę, że znów nosisz obrączkę. – zauważyła.
- Nie nosiłam jej?
- Nie pamiętasz, że pod czas upadku, wyślizgnął ci się z palca?
Jared nic mi nie mówił, że go zgubiłam. Pewnie stwierdził, że ponownie mi go założy, jak podczas ślubu, którego nie pamiętam. Kelnerka podała nasze Pancakes i zaczęłyśmy się zajadać. Nawet smaczne były.
- Wiesz co kupisz Jared’owi na święta? – spytała przyjaciółką, chwytając filiżankę kawy.
- Jeszcze nie wiem. Nawet nie mam pojęcia co mu kupić. – miałam pustkę w głowie.
- Jak chcesz, mogę ci pomóc. Mam nadzieję, że my sobie też zrobimy.
- Jak co roku. – skończyłam dopijać swoją.
Spojrzałam na wiszący zegarek i mi się włosy najeżyły na głowie.
- Przepraszam, ale musze lecieć. Mam zaraz rozmowę o pracę. – oznajmiłam i wyjęłam pieniądze na stół, po czym wstałam.
Pamela zrobiła to samo i wyszłyśmy. Odprowadziła mnie pod samo miejsce. Nawet dobrze, bo nie miałam bladego pojęcia, w którą stronę miałabym iść.
- Powodzenia. – przytuliła mnie i odeszła.
Spojrzałam na budynek i nie wydał się na jakąś większą korporację. Weszłam do środka. Byłam tylko ja?
- Dzień dobry. Ja na rozmowę kwalifikacyjną. – oznajmiłam asystentce przy biurku.
Spojrzała się na mnie, po czym wystukała coś na klawiaturze.
- Szef czeka na Panią. Proszę się udać na pierwsze piętro i trzecie drzwi po lewej.
Podziękowałam i udałam się pod wskazane miejsce. Przed drzwiami wzięłam dwa głębokie wdechy i zapukałam.

czwartek, 24 września 2020

Rozdział 2

- Pobudka skarbie. - usłyszałam przyjemny szept przy uchu, mając jeszcze zamknięte oczy.
Nie miałam ochoty ich otwierać. Chciałam dalej słyszeć słodkie słówka od tej osoby.
- Szczęśliwych Mikołajek. - szept był jeszcze słodszy niż przedtem oraz czułam jak ktoś dotyka moich włosów, jakby je głaskał.
- Jeszcze minutka.... - wymamrotałam śpiącym głosem, odwracając się w stronę głosu i otwierając oczy, po czym nagle wyrwałam się z łóżka jak oszalała - Co do cholery?! - krzyknęłam. 
Tą osobą, okazał się mężczyzna. Ten sam co dobierał się wczoraj do mnie. Miałam ochotę uciec i to jak najdalej stąd, a tym bardziej wywalić go ze swojego domu.
- Maddie, spokojnie. - wstał z łóżka i podszedł do mnie - To tylko ja.
- Nie dotykaj mnie!
Mężczyzna próbował mnie objąć, lecz zaczęłam go uderzać pięściami. Niestety był tak wysoki że waliłam go po brzuchu. Widziałam, że był zdziwiony i chyba nie wiedział o co mi chodzi.
- Nie będziesz mnie dotykał w miejscach intymnych! Nie skrzywdzisz mnie! - krzyknęłam ze łzami w oczach.
On spojrzał się na mnie, wytarł mi łzy które napływały do oczu i mocno przytulił. W tym momencie czułam się bezsilna i nie miałam już sił by dalej walczyć. A może tylko walczyłam sama ze sobą? Czułam że był bardzo gorący. Tak, że nie miałam ochoty go puścić. Maddie, co ty wygadujesz?
- Nie! Zostaw mnie! - ponownie podniosłam głos.
Całymi swoimi siłami znów go uderzyłam, ale tym razem mnie wypuścił ze swych ramion i wybiegłam z pokoju.
- Madds! Maddie! - krzyczał za mną, ale postanowiłam to zignorować.
Wybiegłam z mieszkania i zaczęłam się rozglądać. Muszę jak najszybciej skontaktować się z Pamelą. Wyjęłam telefon i napisałam SMSa.

Musimy się spotkać. M.”

Długo nie musiałam czekać za jej odpowiedzią.

Adres znasz. Zapraszam. P.

Jak napisała, dobrze znałam jej adres zamieszkania. Lada moment, znajdowałam się już na jej ulicy. Zapukałam i otworzyła mi drzwi, będąc jeszcze w piżamie.
- Coś się stało? Co cię do mnie sprowadza? – spytała ziewając.
- Coś się od wczorajszego dnia stało. Mogę wejść?
Przyjaciółka wpuściła mnie do środka. Udałyśmy się do kuchni, gdzie brunetka wstawiła wodę w czajniku.
- Kawy? – spytała.
Odparłam, że chętnie się kofeiny napiję. Wsypała po łyżeczce kawy do kubków i zalała wrzącą wodą, po czym podała mi wraz cukierniczką. Usiadła obok mnie przy kuchennym blacie. Nie wiedziałam od czego zacząć. Nie wypalę od razu, że obudziłam się obok mężczyzny, który wczoraj chciał mnie seksualnie wykorzystać.
- Co się wczoraj wydarzyło? 
- Miałaś zły dzień i poszłyśmy do klubu trochę się rozerwać. Babski wieczór. – napiła się łyka kawy.
- I tańczyłam z kimś?
- No jak na imprezach. Każdy z kimś tańczył.
Chyba nie zrozumiała o co mi chodzi. Wypiłyśmy kawę i Pamela udała się przebrać w codzienne ubrania. Zaproponowała, abyśmy udały się do galerii handlowej, gdyż odbywają się Mikołajkowe wyprzedaże. Nie mogłam się nie zgodzić. Miałam wrażenie, że chciała unikać tematu, który zamierzałam poruszyć. Może jednak coś się stało? Co jeżeli po moich życzeniach straciłam pamięć? Wyszłyśmy z domu wprost do Centrum. Gdy weszłyśmy, ludzi była cała masa. Zazwyczaj budzą się na słowo „wyprzedaż”. Weszłyśmy do popularnego sklepu z ubraniami. Oczywiście musiałyśmy upatrzeć to samo. Cekinowy sweter z Mikołajem. Zapłaciłyśmy o wiele mniej niż normalnie, całe szczęście. Po długim buszowaniu, weszłyśmy do restauracji na obiad.
- Co Panią podać? – spytał kelner.
Nawet jeszcze nie zdążyłam otworzyć Menu. Na karcie dań nie było zbyt ciekawych przysmaków, prócz jednej.
- Poproszę pierogi ze śmietaną i Colę. – powiedziała Pamela.
- Dla mnie to samo. – dodałam, po czym kelner odszedł.
Nie wiedziałam czy mam kontynuować rozmowę. W końcu musiałam się dowiedzieć, co się wczoraj stało.
- Pam, czy wypowiadałam wczoraj jakieś życzenie.
- Tak. Miałaś medalion od jakieś staruszki, ale jakoś jej nie wierzyłaś. Nawet wypowiadając te życzenie, nie byłaś przekonana, że się spełni. Udało się?
- Chyba. Sama nie wiem. Czuję się jakoś dziwnie. – kelner podał nasze zamówienie – Rano obudziłam się u boku mężczyzny, który wczoraj chciał mnie skrzywdzić.
- Mówisz o tym, co tańczyłaś i potem wyszliście?
Kiwnęłam głową. Brunetka zrobiła zszokowaną minę. Nie wiem czy przez to co powiedziałam, czy z pierogami jest coś nie tak.
- To nie był jedynie głupi sen? – spytała, przeżuwając jedzenie.
- Na pewno nie. Wiesz, że mało co pamiętam swoje sny.
- A co na to Jared?
- Jared? – skądś znam to imię.
- Twój facet, nie pamiętasz?
Od kiedy mam chłopaka? Teraz ja byłam zdziwiona. Momencik. Przecież to jest imię tego gwałciciela! Jasna cholera! Nagle, zawibrował mój telefon.

Gdzie się podziewasz? Dlaczego uciekłaś? Całuję :*, Jared.

Skąd mam jego numer w telefonie? Czuje się, jakbym straciła pamięć i zapomniała połowy swojego życia. Nie zamierzałam mu odpisywać. Nawet próbował się do mnie dodzwonić. Po skończonym obiedzie, postanowiłam się przejść w samotności. Weszłam do parku i usiadłam na ławce. Próbowałam sobie poukładać wszystko w głowie. Nie ukrywam, mężczyzna jest bardzo przystojny, ale po wczorajszym dniu jest ostatnią osobą na Ziemi z którą bym się wiązała. 
- Miejsce obok Pani jest wolne? – spytał mężczyzna z butelką piwa w dłoni.
Kiwnęłam głową na zgodę, gdyż na nikogo specjalnego nie czekałam. Byłam tak zajęta myślami, że nie zorientowałam się, że zapadł już wieczór. Usiadł i otworzył butelkę, po czym zrobił solidny łyk jej zawartości.
- Sama tak siedzisz?
- Jak Pan widzi. Musiałam sobie coś przemyśleć. – odparłam nie będąc całkiem chętna do rozmowy.
- W pewnym sensie mam to samo – znów zrobił łyk piwa – Jakoś nie mam powiedzenia u płci pięknej.
- Może znajdzie się ta jedyna.
Po chwili, mężczyzna przybliżył się bliżej mnie i zapalił papierosa. Piwo i fajka? Nieźle! Widziałam, że bardzo dziwnie się na mnie patrzył. Zaciągnął się i wyrzucił pustą butelkę gdzieś w trawnik. Nagle, jego ręką wędrowała w moje włosy. Znów czułam przerażenie, jak wczoraj. Gdy się lekko odsuwałam, on się zbliżał.
- Co Pan wyprawia? – spytałam, nie mając sił na krzyki.
- Chcę panią lepiej poznać. – zgasił papierosa.
Nie bardzo miałam ochotę się z tym człowiekiem bliżej zapoznawać. Dłoń znowu zaczęła wędrować, lecz tym razem coraz niżej i niżej, aż do samych nóg.
- Proszę przestać, bo zadzwonię po policję!- wydarłam się.
Ledwo zdążyłam znów się odsunąć, a on bardzo mocno mnie złapał za ramiona i uderzył w twarz.
- Nie będziesz dzwonić po żadną policję! – krzyknął, wstając i rozpinając spodnie. – Jak zobaczę że będziesz uciekać, powtórzę.
 Nie wiedziałam co mam robić. Ręce całe mi się trzęsły. Mężczyzna wyjął swój sprzęt na zewnątrz i zaczął rozbierać mnie, dając przy tym ból, bijąc mnie po nogach i pośladkach.
- Ratunku!
- Zamknij już tą mordę, blacharo! – znowu dostałam po twarzy, tym razem poczułam, że leci mi krew.
- Zostaw ją zboczeńcu!
W tym momencie ujrzałam mężczyznę z którym obudziłam się w łóżku. Jared’a. Widziałam, jak złapał tego kolesia, który próbował uciec. Podniósł go tak, że aż bardzo mocno był oderwany od ziemi. Byłam zbyt daleko by usłyszeć co do siebie mówią. Widziałam natomiast, że Jared chwycił go za jaja i pociągnął nimi ku dołu, aż było słychać, że mężczyzna bardzo głośno jęknął. Po chwili go puścił i chyba z całej siły walnął w twarz. Uciekł.
- Wszystko dobrze? Nie zrobił ci krzywdy? – spytał, przybiegając do mnie wysoki mężczyzna.
- W…w…..właśnie…. – zalałam się łzami.
- Spokojnie Maddie. Już jesteś bezpieczna. – objął mnie, lecz po chwili puścił – Przepraszam. Rano wyczułem, że nie masz na to ochoty.
Akurat teraz miałam na to ochotę. Uważnie mu się przyjrzałam i sama się w niego wtuliłam.
- Sądziłam, że chcesz mnie skrzywdzić. – jęknęłam.
- Skarbie, nie pozwolę by ktoś cię wykorzystał czy skrzywdził. Nawet sam bym tego Tobie nie zrobił.
Wyczułam, że mówi te słowa przez łzy. W tym momencie zrozumiałam, że nie jest tą samą osobą z którą widziałam się wczoraj. To co dla mnie teraz zrobił, było bardzo kochane i odważne. Wtuliłam się w niego mocniej, aż poczułam jego wyrzeźbioną sylwetkę.
- Jared… - spojrzał się na mnie uważnie – Zabierz mnie do domu… Proszę…
Z uśmiechem na twarzy, wstał z ziemi, po czym mnie chwycił. Z parku do domu, nie było daleko. Jakieś pięć czy dziesięć minut drogi. Gdy weszliśmy, od razu udaliśmy się do sypialni.
- Ostatni raz tak Cię nosiłem pod czas podróży poślubnej. – położył mnie na łóżku.
Że jak?! Jesteśmy po ślubie?!

środa, 23 września 2020

Rozdział 1

- Zostaje Pani zwolniona. - powiedział mój szef.
Zawsze wywiązywałam się z obowiązków we firmie. Byłam tylko sekretarką, a robiłam chyba wszystko co powinien robić mój szef. Odbierałam telefony, umawiałam na spotkania, nawet chodziłam na nie, jak szef mnie o to poprosił. Nie rozumiałam jego decyzji.
- Za co? Przecież robiłam co Pan mi kazał? - zalałam się łzami.
- Co do tego nie mam zastrzeżeń, ale postanowiłem zacząć pracować w nieco młodym zespole, a Pani wygląda już... W każdym bądź razie, musi pani szukać nowej pracy. Przykro mi. - wyjął pewne dokumenty ze swojego biurka, podpisał i mi je podał - Proszę się tutaj podpisać.
W młodym? Wyglądam na jakąś babę, która ma ponad pięćdziesiąt lat? Nie wierzyłam co usłyszałam. Zbliżają się święta. Przeczytałam dokumenty i z niechęcią je podpisałam. Zwróciłam jedną kopię szefowi. Schował ją z powrotem do szuflady i gestem ręki wskazał na drzwi. Wstałam z miejsca i wyszłam. Pozbierałam swoje rzeczy z biurka i opuściłam budynek. Bardzo kochałam tą pracę. Liczyłam na jakiś awans, ale widzę, że mogę o nim tylko pomarzyć. Wróciłam do domu i udałam się do lodówki. Świetnie! Świeci pustkami. Dobrze, że jeszcze nie było zbyt późno i udałam się do pobliskiego marketu. Wpakowałam do koszyka najpotrzebniejsze produkty spożywcze.
- Maddie? - usłyszałam znajomy głos - Nie powinnaś być w pracy?
Odwróciłam się i ujrzałam swoją przyjaciółkę, Pamelę. Nie wiedziałam, co jej powiedzieć. Może lepiej nie będę owijała w bawełnę.
- Powinnam, ale mnie wylali. Potrzebują młodych pracowników i chyba się już nie nadaję.
- Co ty wygadujesz? Przecież jesteś młoda. Nie rozumiem dlaczego tak uważasz.
- Mój szef tak uważa. - znów zakręciła mi się łezka w oku.
Widziałam w brunetce współczucie. Sama miała dobrą pracę. No chyba, że ją też wywalili. Po chwili zaproponowała byśmy zrobiły sobie babski wieczór, by mi poprawić humor. To nie był całkiem zły pomysł. Nawet potrzebowałam by się czegoś mocniejszego napić. Obie skończyłyśmy pakować produkty do swoich koszyków i udałyśmy się do kasy. W tym momencie, myślałam, że zapadnę się pod ziemię. Wyciągając mleko, butelka wyślizgnęła mi się z ręki i upadła na ziemię, całe się roztrzaskując. Miałam całe nogi w mleku. Jasna cholera! Mam chyba dziś pechowy dzień, a nie mamy piątku trzynastego. Pamela tylko spojrzała na mnie. Widziałam, że chciała mi przekazać bym się tym nie przejmowała. Chciałam podnieść butelkę, lecz sprzedawczyni kazała mi to zostawić i przez telefon zadzwoniła po sprzątaczkę. Zapłaciłam za swoje zakupy i postanowiłam poczekać na Pamelę przed sklepem. Niechcący wpadłam na jakiegoś mężczyznę wychodząc.
- Uważaj jak chodzisz łajzo! - krzyknął w moją stronę.
Tylko wykrztusiłam słowa przepraszam. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Maddie, ogarnij się! Przyjaciółka wyszła z zakupami i poszłyśmy do mojego mieszkania. Od paru godzin czułam głód więc postanowiłam zrobić jakiś obiad. A raczej już obiado-kolację. Brunetka usiadła na kanapie w salonie.
- To opowiedz mi jak to się stało, że zostałaś zwolniona. - powiedziała, chwytając stare czasopismo ze stołu.
- Szykowałam listę klientów dla szefa i akurat zawołał mnie do swojego biura. Oznajmił, że mnie zwalnia. Jak już ci wcześniej mówiłam, nie jestem dla niego wystarczająco młoda by tam pracować.
-Sądzę, że musiał być inny powód. Nie było takiej sytuacji, że chciał cię zaciągnąć do łózka, a Ty mu odmówiłaś?
- Chyba nie. - włączyłam wodę w czajniku i nagle mi się coś przypomniało - Chociaż... Była taka sytuacja tydzień temu, że chciał mnie zaprosić do swojego domu na wino po pracy, ale odmówiłam.
- Widzisz? Jego dom, wino a potem byście pewnie wylądowali w łóżku. - Pamela podeszła do kuchni.
- Przestań. Nie jestem aż taka głupia i łatwa, a tym bardziej nie dam z siebie zrobić dziwki. - zalałam dwie kawy.
- Nic takiego nie powiedziałam. Szczerze? Dobrze, że ciebie zwolnił. Nie wiadomo, co by z tobą chciał zrobić.
Chwyciłam kawy w dłonie i zaniosłam na stół. Obie usiadłyśmy. Może Pamela ma rację? Nie mam pojęcia, co by chciał zrobić. Może faktycznie chciał bym poszła z nim do łózka, a potem by mi pewnie zaproponował awans. Nie zemną te numery oraz nie tędy droga do sukcesu.
- To co robimy? - spytała brunetka, spoglądając na mnie.
- Może obejrzymy jakiś film? - zaproponowałam.
Przyjaciółka cały czas się na mnie gapiła. Czy mam coś na twarzy? Pobrudziłam się jedzeniem?
- Chyba mam inny pomysł. Nie możesz się wiecznie dołować przez stracenie pracy. Mimo że twój dzień dziś jest pechowy, za to sprawie, że wieczór będzie wyśmienity! Dopij kawę. Mam dla ciebie niespodziankę. - oznajmiła z wielkim uśmiechem i podekscytowaniem.
Byłam bardzo ciekawa co ma takiego na myśli. Udałyśmy się do mojego pokoju. Brunetka otworzyła moją szafę i  wyjęła z niej wszystkie moje najlepsze ubrania, które trzymałam na jakąś specjalną okazję. Chwyciła niedawno kupioną sukienkę i kazała mi ją przymierzyć. Zrobiłam tak.
- Nie wiem co powiedzieć. - oznajmiła z szerokimi oczyma - Powinnaś w niej iść.
- A gdzie w ogóle idziemy? – dopytywałam, gdy poprawiałam sobie dekolt.
- Zrobimy niezapomniany babski wieczór. Nie możemy wiecznie siedzieć na kanapie i oglądać filmy. Musimy się trochę wyszaleć, a może nawet kogoś fajnego poznamy? - usiadła przy moim biurku i wyjęła zestaw do malowania, który kupiłam w Internecie.
Nawet zapomniałam, że go tam schowałam. Sukienka była srebrzysta. Oczywiście znajdowały się na niej również cekiny. Była ich cała masa. Przyjaciółka odsunęła krzesło i poprosiła bym usiadła. Długo się zastanawiała, chyba nad makijażem. W końcu użyła na mnie jasnego cienia do powiek, czarnego tuszu do rzęs oraz czerwonej pomadki. Nałożyła również trochę pudru na policzki. Spojrzałam się w lustrze i nie mogłam uwierzyć, że mogę tak pięknie wyglądać.
- Chodziłaś na jakieś kursy makijażu o których nie wiem? – zaśmiałam się.
- Za dużo naoglądałam się YouTube’a. – właśnie kończyła ostatnie poprawki  - Teraz ty mnie pomaluj.
Zamieniłyśmy się miejscami i zabrałam się do pracy. Pamela również wyglądała jak milion dolarów.
- Przebierasz się w coś? – spytałam.
Chyba nie pójdzie w codziennym ubraniu? I oczywiście się nie myliłam. Podeszła do sterty sukienek i wybrała sobie jedną. Ubrała ją i wyszłyśmy z domu. Upewniłam się jeszcze, czy zamknęłam drzwi. 

***
- Może wejdziemy do tego klubu? Słyszałam, że nieźle tutaj grają. – wskazała palcem na miejsce, obok kebabowni.
Kiwnęłam głową i udałyśmy się do środka. Grali muzykę z lat 80-tych. Trochę nie moje klimaty, ale miałyśmy się w końcu świetnie bawić. Podeszłyśmy do barmana i zamówiłyśmy po Cosmopolitanie.
- Ten koleś chyba cię obserwuje. – oznajmiła brunetka.
Spojrzałam się w jego stronę. Widziałam, jak powolnym krokiem zbliżał się do mnie. Był cały uśmiechnięty, a za razem taki przystojny, a jeszcze jak granatowa koszula podkreślała jego ogromną muskulaturę.
- Zatańczysz? – spytał z uśmiechem na twarzy oraz z wyciągniętą ręką.
Nie mogłam się nie zgodzić. Chwyciłam dłoń i udaliśmy się na parkiet. Dopiero pod czas tańczenia, czułam się trochę nieswojo, gdyż sięgałam mu do samej klatki piersiowej. Nie ukrywam, fajnie się ruszał.
- Jak na imię piękności, z którą mam przyjemność tańczyć? – zagadywał, aż zrobiłam się chyba czerwona na twarzy.
- Maddie. – odpowiedziałam z uśmiechem – A tobie, przystojniaku?
- Jared, ma piękna. – pocałował mnie w czoło – Może udamy się na mały spacer wokoło klubu?
- Z miłą chęcią.
Spojrzałam jeszcze na Pamelę, czy przypadkiem mnie nie szuka i oboje z Jared’em wyszliśmy z klubu. Usiedliśmy na ławce przy budce z kebabami. Nie mogłam się oprzeć jego widokowi. W sensie przystojniakowi.
- Rozumiem, że twoja przyjaciółka nie ma nic przeciwko, że wyszłaś ze mną?
- Raczej nie. Miło mi się z tobą tańczyło.
- Miło mi to słyszeć.
Nagle, swoją ręką zaczął dotykać moich piersi. Czułam się dziwnie i zaczynałam się pomału bać.
- Co robisz? – spytałam, zaczynając się lekko wiercić.
Nic nie odpowiedział. Dłoń cały czas pieściła moje piersi, aż do momentu, gdy przesuwała się ku dołowi, aż w końcu, wsadził ją pod sukienkę.
- Jared! – odsunęłam się krzycząc
- Ej, maleńka. Jesteś tak piękna, że chętnie bym cię zerżnął. – wypowiedział seksownym głoskiem i znów się do mnie dobierał. 
W pewnym momencie, bardzo mocno mnie chwycił w pasie tak, aż nie mogłam się ruszyć. W końcu udało mi się od niego uwolnić i pobiegłam w stronę klubu.
- Wracaj tu lafiryndo! – usłyszałam jego krzyk.
Prawie bym się wywróciła na schodach. Zaczęłam szukać przyjaciółki. Po dłuższej chwili, znalazłam ją z pewnym kolesiem, jak widocznie flirtowała. Podeszłam i błagalnym głosem poprosiłam abyśmy stąd wyszły. Czułam, że napływały mi łzy do oczu. Brunetka pożegnała się z nowopoznanym kolegą i razem wyszłyśmy z pomieszczenia. Udałam się z nią do pobliskiego parku. Dobrze, że jeszcze ludzie w nim chodzili, ale miałam stracha, że mogę się natknąć na tego typa.
- Powiesz mi co się stało? – spytała bardzo zaciekawiona sytuacji.
- Ten koleś…. – zaczęłam płakać – Ten koleś chciał mnie zgwałcić.
- Że co takiego?!
- Pewnie widziałaś jak z nim wychodziłam. Usiedliśmy niedaleko na ławce i rozmawialiśmy, aż nagle wsadził swoją dłoń pod moją sukienkę. Próbowałam uciec, ale mnie bardzo mocno chwycił w pasie. 
- Co za bydlak! – skomentowała Pamela – Teraz to bym najchętniej go wykastrowała, a wydawał się taki miły.
- Dlaczego ten dzień jest taki do bani? Nawet nie mogę znaleźć swojej bratniej duszy. Niech się już to wszystko skończy. - wtuliłam się w przyjaciółkę, a ona mnie mocno objęła.
- Chce Panienka wypowiedzieć życzenie, które się spełni? – spytała jakaś starsza kobieta, która przechodziła obok nas.
Spojrzałam się na nią. Wyglądała na bezdomną, ale o dziwo nie było czuć że się nie myje od stuleci.
- Nie wieże w takie świństwa. To nie działa. Proszę odejść. – oznajmiłam kobiecie, lecz nie dawała za wygraną.
Z kieszeni wyjęła pewien medalion. Wyglądał na bardzo stary. Spojrzała na niego i próbowała mi go wręczyć.
- Sprzedaje je za niewielką cenę, ale dla Panienki zrobię wyjątek i wręczę w prezencie – chwyciłam go – Spełnia największe marzenia. Nawet te, których się boimy. Wystarczy tylko je wypowiedzieć, zakręcić medalionem według wskazówek zegara trzy razy i wrzucić do wody.
Byłam bardzo sceptyczna co do tego, ale chyba po tym co dziś przeszłam, nie za szkodzi spróbować.
- Niech będzie. Wypowiedzieć życzenie, zakręcić trzy razy i wyrzuć do wody, tak? – upewniałam się.
- Tak, dokładnie. – po chwili kobieta z uśmiechem odeszła i nagle odwróciła się jeszcze raz w moją stronę – Zapomniałam! Proszę pamiętać, że wypowiedziane życzenia spełniają się tylko w Mikołajki o północy!
Spojrzałam dziwnym wzrokiem na brunetkę, a ona na mnie i parsknęłyśmy śmiechem. W mikołajki czy o północy, co to za różnica? I tak za pewne to tylko brednie. Postanowiłyśmy się trochę przejść. Akurat przechodziłyśmy w okolicach rzeki i przez chwilę stanęłam przed nią.
- Chcesz spróbować rady starszej pani? – spytała Pamela.
- Czemu nie? I tak to tylko kłamstwa, a ten medalion nawet mi się nie podoba. Dobrze, że nie musiałam za niego płacić. Po za tym i tak miałam dziś bardzo kiepski dzień więc chyba nic mnie już nie zaskoczy. – lekko się uśmiechnęłam.
Przyjaciółka rzuciła ramionami. Przybliżyłam się bliżej krawędzi, zamknęłam oczy i pomyślałam swoje życzenie. „Chciałabym znaleźć dobrą pracę, zakochać się ze wzajemnością i być w końcu szczęśliwa.” Obróciłam medalionem trzy raz według wskazówek zegara i puściłam do wody. W tym momencie, usłyszałam bicie dzwonów. Lekko się zdziwiłam.
- Madds? Wiesz, że właśnie wybiła północ i mamy już szóstego grudnia?
Ze szerokimi oczyma spojrzałam się na Pamelę, a po chwili na wodę, gdzie jeszcze był widoczny medalion.