UWAGA!

!!!OPOWIADANIE MOŻE ZAWIERAĆ PRZEKLEŃSTWA ORAZ SCENY EROTYCZNE!!!





piątek, 15 stycznia 2021

Rozdział 6

Gdy się obudziłam, Jared'a nie było. Wstałam z łóżka i udałam do łazienki. Zrobiłam poranną łazienkową rutynę, po czym ubrałam. Nie mogę zapomnieć, że dziś jest mój pierwszy dzień w nowej pracy. Założyłam buty i zeszłam do kuchni.
- Witaj żoneczko. - powiedział Jared, mieszając gotujące się na gazie potrawę.
- Witaj mężusiu. Co gotujesz? - podeszłam do niego i objęłam w pasie.
- Tak pomyślałem, że może miałabyś ochotę na jajka z dodatkiem parówki. - spojrzał się w moją stronę.
Ostatni raz zamieszał potrawę, a ja wyjęłam talerze z szafki. Zdjął patelnię z ognia i podzielił jajka na dwa talerze, po czym położył je na kuchennym stole. Wstawiłam wodę na kawę.
- Smacznego kochanie. – oznajmił, gdy usiedliśmy.
- Wzajemnie. – uśmiechnęłam się i zaczęliśmy jeść.
Jedliśmy w ciszy. Zauważyłam, że bardzo trzęsą mi się dłonie. Czyżbym stresowała się nową pracą? Udałam się zalać kawę, lecz gdy to czyniłam, większość zawartości czajnika znajdowała się po za szklankami.
- Co się dzieję? – spytał mężczyzna, odwracając w moją stronę.
- Sama nie wiem. – odłożyłam czajnik – Chyba za bardzo się denerwuję tą pracą. Czy mnie inni pracownicy przyjmą dobrze czy źle.
- Nie przejmuj się. Jak nie będą chcieli z tobą rozmawiać, to ich problem. Bądź sobą. – wstał i objął.
Miał rację. Muszę się skupić na tym, co najważniejsze. Muszę pokazać z siebie wszystko.
- Zbieram się pomału do pracy. – oznajmił mężczyzna.
Wziął ostatni łyk kawy i wyszedł. Również powinnam się zbierać. Nie mam zamiaru się spóźnić pierwszego dnia. Poprawiłam jeszcze fryzurę i wyszłam z domu. Gdy byłam na miejscu, widziałam grupkę ludzi, którzy palili przed wejściem.
- Ej! Miałabyś ognia? – spytał jakiś koleś.
- Nie mam . – weszłam do środka.
Miałam wrażenie, że droga do mojego szefa się znacznie wydłuża niż na rozmowie. Znajdowałam się na miejscu i od razu podszedł szef.
- Witaj Maddie. Pokażę tobie twoje stanowisko. Dziś czeka cię lekka praca. Będziesz pod okiem naszego najlepszego pracownika, przyglądać się jego pracy. Takie szkolenie.
- Rozumiem. Nie mogę się doczekać. – oznajmiłam z lekkim uśmiechem.
- Na taką odpowiedź liczyłem.
Zaprowadził mnie pod jedno stanowisko komputerowe.
- Stewart, poznaj Maddie. Dziś będziesz ją szkolić.
Mężczyzna spojrzał na mnie, po czym lekko się uśmiechnął. Usiadłam obok, a szef odszedł.
- Pracowałaś już w tej branży? – spytał.
- Byłam wcześniej sekretarką, ale w innej firmie.
- Tutaj nie ma nic trudnego. Dziś zajmiemy się przeglądaniem mediów społecznościowych. Ewentualnie będziemy poprawiać błędy stylistyczne. Na pierwszy rzut pójdzie Alyson Noel.
Uważnie się przyglądałam jego pracy. Miał rację, że nie ma w tym nic trudnego. Reszta dnia tak szybko mi upłynęła, że nie zwróciłam uwagi kiedy.
- Jutro tym samym się będziemy zajmować? – spytałam Stewart’a.
- Owszem, ale zamienimy się rolami. Ty będziesz działać, a ja się Tobie przyglądać. Jak to mawiają, praktyka czyni mistrza.
Zaśmiałam się. Pożegnałam kolegę i wyszłam z budynku. Musiałam zrobić małe zakupy. Trzeba coś ugotować na obiad. W pewnym momencie, zauważyłam, że na pasach wydarzył się wypadek.
- Maddie! – zawołała jakaś dziewczynka i podbiegła w moją stronę.
Okazało się, że to ta sama, co mieszka w moim starym mieszkaniu.
- Co się stało? – spytałam.
- Mamusia miala wypadek! – zalała się łzami.
Zamurowało mnie. Mówiła ostatnio o swoim mężu. Przytuliłam dziewczynkę. Nagle, podszedł do nas policjant.
- Dzień dobry. Jest pani z rodziny? – spytał wyjmując notes i długopis.
- Nie. Ona mieszka w mieszkaniu w którym sama mieszkałam. – spojrzałam na dziewczynkę.
Policjant wziął głęboki wdech.  Schował notatnik.
- Coś się stało? – spytałam zaciekawiona.
- Żaden inny członek rodziny nie chce mieć z tą rodziną nic wspólnego. Nawet siostra męża kobiety. Nikt nie chce do siebie Mayi. Nie mamy innego wyjścia, jak wysłać ją do Domu Dziecka.
Zdziwiłam się. Jak można nie chcieć kontaktu z rodziną, a tym bardziej z tym  słodkim dzieckiem. Na słowa o Domu Dziecka, widziałam na twarzy dziewczynki większy strumień łez.
- Ja się nią zajmę. – oznajmiłam i wiedziałam, że Jared mnie zabije.
- Nie może Pani….
- Chce ziośtać z Maddie – dziewczynka niemal krzyknęła.
- Panie władzo. Są święta. Chce Pan, by spędziła je w gronie obcych osób? Mnie trochę zna. Chociaż do Nowego Roku by pobyła u mnie.
Policjant znów wziął głęboki wdech i spojrzał na swoich kolegów z tyłu.
- Dobrze, ale tylko do Nowego Roku, potem przyjdzie opieka społeczna. Poproszę Pani adres.
Tak się ucieszyłam, dziewczynka też. Podałam policjantowi swoje dane  i obie odeszłyśmy.
- Ziekuje. – oznajmiła.
- Będziesz miała niezapomniane święta. Obiecuję Ci. – posłałam jej uśmiech – Nazywasz się Maya?
Kiwnęła znacząco głową. Udałyśmy się do supermarketu po żywność i wróciłyśmy do domu. Pokazałam Mayi jej tymczasowy pokój. Przy okazji kupiłam jej parę zabawek. Udałam się do kuchni, by przyrządzić obiad. Nagle, drzwi frontowe się otworzyły. Był to mój mąż.
- Co gotujesz? – spytał, całując w czoło.
- Naleśniki z dżemem truskawkowym. Obiecuję, że nie pożałujesz mojego dania.
Mężczyzna zdjął buty na korytarzu i wstawił wodę w czajniku w kuchni. Po chwili weszła Maya.
- Co dziś na obladek? – spytała, opierając się na blat.
- Lubisz naleśniki? – 
- Taak! – krzyknęła z radością, po czym spojrzała na Jared’a i mina jej zbladła. – Dzien Dobly. – wymamrotała.
- Dzień dobry. – zalał kawę i spojrzał na mnie. – Zostawisz nas na chwilę samych? – zwrócił się do dziewczynki.
Tak zrobiła. Już zaczynałam się bać.
- Maddie? – splótł ręce na piersi stojąc przede mną.
- Jared…. – nie wiedziałam co powiedzieć – Jared, wiem, że możesz być na mnie zły. Ta dziewczynka straciła mamę. Oboje rodziców.
- Mała nie ma babci czy dziadka? – napił się kawy, ale widziałam, że nie był w humorze.
- Nikt nie chce mieć z nią nic wspólnego. Ogólnie z tą rodziną.
- Powinna ją zabrać opieka społeczna.
- Nie mogłam na to pozwolić. Są święta. Nikogo tam nie zna.
- A ciebie zna?
- Mieszkała w starym mieszkaniu. Jak byłam ostatnio zobaczyć to poznałam tą dziewczynkę. – podeszłam do męża i próbowałam go objąć – Jared…
Mężczyzna milczał. Próbowałam go pocałować ale odsuwał głowę.
- Skarbie, dajmy tej dziewczynce niezapomniane święta za nim będzie musiała czekać na nową rodzinę w Domu Dziecka.
- Kurwa, Maddie! – Jared walnął pięścią z całych sił w kuchenny blat – Nawet nie wiemy czy oboje jesteśmy na takie poświecenie gotowi, a ty przywłaszczasz jakiego bachora!
Wtedy nie poznawałam go. Miałam ochotę zalać się łzami i uciec.
- Bachora? Ona jest dzieckiem! – krzyknęłam odsuwają się od niego.
- Dzieci kosztują, a nas na nie nie stać!
- Inne rodziny mają dzieci i ich jakoś stać, a ona ma być u nas tylko do Nowego Roku! Wiesz co? Muszę wyjść!  Dziś jesz sam! Smacznego! – rzuciłam łyżeczką o blat i kierowałam się w stronę wyjścia, po chwili odwróciłam napięcie – Chciałam z tobą przedyskutować nad adopcją Mayi, ale widzę, że rozmowa nie miała by dla ciebie sensu! – wyszłam, trzaskając drzwiami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz