UWAGA!

!!!OPOWIADANIE MOŻE ZAWIERAĆ PRZEKLEŃSTWA ORAZ SCENY EROTYCZNE!!!





czwartek, 24 września 2020

Rozdział 2

- Pobudka skarbie. - usłyszałam przyjemny szept przy uchu, mając jeszcze zamknięte oczy.
Nie miałam ochoty ich otwierać. Chciałam dalej słyszeć słodkie słówka od tej osoby.
- Szczęśliwych Mikołajek. - szept był jeszcze słodszy niż przedtem oraz czułam jak ktoś dotyka moich włosów, jakby je głaskał.
- Jeszcze minutka.... - wymamrotałam śpiącym głosem, odwracając się w stronę głosu i otwierając oczy, po czym nagle wyrwałam się z łóżka jak oszalała - Co do cholery?! - krzyknęłam. 
Tą osobą, okazał się mężczyzna. Ten sam co dobierał się wczoraj do mnie. Miałam ochotę uciec i to jak najdalej stąd, a tym bardziej wywalić go ze swojego domu.
- Maddie, spokojnie. - wstał z łóżka i podszedł do mnie - To tylko ja.
- Nie dotykaj mnie!
Mężczyzna próbował mnie objąć, lecz zaczęłam go uderzać pięściami. Niestety był tak wysoki że waliłam go po brzuchu. Widziałam, że był zdziwiony i chyba nie wiedział o co mi chodzi.
- Nie będziesz mnie dotykał w miejscach intymnych! Nie skrzywdzisz mnie! - krzyknęłam ze łzami w oczach.
On spojrzał się na mnie, wytarł mi łzy które napływały do oczu i mocno przytulił. W tym momencie czułam się bezsilna i nie miałam już sił by dalej walczyć. A może tylko walczyłam sama ze sobą? Czułam że był bardzo gorący. Tak, że nie miałam ochoty go puścić. Maddie, co ty wygadujesz?
- Nie! Zostaw mnie! - ponownie podniosłam głos.
Całymi swoimi siłami znów go uderzyłam, ale tym razem mnie wypuścił ze swych ramion i wybiegłam z pokoju.
- Madds! Maddie! - krzyczał za mną, ale postanowiłam to zignorować.
Wybiegłam z mieszkania i zaczęłam się rozglądać. Muszę jak najszybciej skontaktować się z Pamelą. Wyjęłam telefon i napisałam SMSa.

Musimy się spotkać. M.”

Długo nie musiałam czekać za jej odpowiedzią.

Adres znasz. Zapraszam. P.

Jak napisała, dobrze znałam jej adres zamieszkania. Lada moment, znajdowałam się już na jej ulicy. Zapukałam i otworzyła mi drzwi, będąc jeszcze w piżamie.
- Coś się stało? Co cię do mnie sprowadza? – spytała ziewając.
- Coś się od wczorajszego dnia stało. Mogę wejść?
Przyjaciółka wpuściła mnie do środka. Udałyśmy się do kuchni, gdzie brunetka wstawiła wodę w czajniku.
- Kawy? – spytała.
Odparłam, że chętnie się kofeiny napiję. Wsypała po łyżeczce kawy do kubków i zalała wrzącą wodą, po czym podała mi wraz cukierniczką. Usiadła obok mnie przy kuchennym blacie. Nie wiedziałam od czego zacząć. Nie wypalę od razu, że obudziłam się obok mężczyzny, który wczoraj chciał mnie seksualnie wykorzystać.
- Co się wczoraj wydarzyło? 
- Miałaś zły dzień i poszłyśmy do klubu trochę się rozerwać. Babski wieczór. – napiła się łyka kawy.
- I tańczyłam z kimś?
- No jak na imprezach. Każdy z kimś tańczył.
Chyba nie zrozumiała o co mi chodzi. Wypiłyśmy kawę i Pamela udała się przebrać w codzienne ubrania. Zaproponowała, abyśmy udały się do galerii handlowej, gdyż odbywają się Mikołajkowe wyprzedaże. Nie mogłam się nie zgodzić. Miałam wrażenie, że chciała unikać tematu, który zamierzałam poruszyć. Może jednak coś się stało? Co jeżeli po moich życzeniach straciłam pamięć? Wyszłyśmy z domu wprost do Centrum. Gdy weszłyśmy, ludzi była cała masa. Zazwyczaj budzą się na słowo „wyprzedaż”. Weszłyśmy do popularnego sklepu z ubraniami. Oczywiście musiałyśmy upatrzeć to samo. Cekinowy sweter z Mikołajem. Zapłaciłyśmy o wiele mniej niż normalnie, całe szczęście. Po długim buszowaniu, weszłyśmy do restauracji na obiad.
- Co Panią podać? – spytał kelner.
Nawet jeszcze nie zdążyłam otworzyć Menu. Na karcie dań nie było zbyt ciekawych przysmaków, prócz jednej.
- Poproszę pierogi ze śmietaną i Colę. – powiedziała Pamela.
- Dla mnie to samo. – dodałam, po czym kelner odszedł.
Nie wiedziałam czy mam kontynuować rozmowę. W końcu musiałam się dowiedzieć, co się wczoraj stało.
- Pam, czy wypowiadałam wczoraj jakieś życzenie.
- Tak. Miałaś medalion od jakieś staruszki, ale jakoś jej nie wierzyłaś. Nawet wypowiadając te życzenie, nie byłaś przekonana, że się spełni. Udało się?
- Chyba. Sama nie wiem. Czuję się jakoś dziwnie. – kelner podał nasze zamówienie – Rano obudziłam się u boku mężczyzny, który wczoraj chciał mnie skrzywdzić.
- Mówisz o tym, co tańczyłaś i potem wyszliście?
Kiwnęłam głową. Brunetka zrobiła zszokowaną minę. Nie wiem czy przez to co powiedziałam, czy z pierogami jest coś nie tak.
- To nie był jedynie głupi sen? – spytała, przeżuwając jedzenie.
- Na pewno nie. Wiesz, że mało co pamiętam swoje sny.
- A co na to Jared?
- Jared? – skądś znam to imię.
- Twój facet, nie pamiętasz?
Od kiedy mam chłopaka? Teraz ja byłam zdziwiona. Momencik. Przecież to jest imię tego gwałciciela! Jasna cholera! Nagle, zawibrował mój telefon.

Gdzie się podziewasz? Dlaczego uciekłaś? Całuję :*, Jared.

Skąd mam jego numer w telefonie? Czuje się, jakbym straciła pamięć i zapomniała połowy swojego życia. Nie zamierzałam mu odpisywać. Nawet próbował się do mnie dodzwonić. Po skończonym obiedzie, postanowiłam się przejść w samotności. Weszłam do parku i usiadłam na ławce. Próbowałam sobie poukładać wszystko w głowie. Nie ukrywam, mężczyzna jest bardzo przystojny, ale po wczorajszym dniu jest ostatnią osobą na Ziemi z którą bym się wiązała. 
- Miejsce obok Pani jest wolne? – spytał mężczyzna z butelką piwa w dłoni.
Kiwnęłam głową na zgodę, gdyż na nikogo specjalnego nie czekałam. Byłam tak zajęta myślami, że nie zorientowałam się, że zapadł już wieczór. Usiadł i otworzył butelkę, po czym zrobił solidny łyk jej zawartości.
- Sama tak siedzisz?
- Jak Pan widzi. Musiałam sobie coś przemyśleć. – odparłam nie będąc całkiem chętna do rozmowy.
- W pewnym sensie mam to samo – znów zrobił łyk piwa – Jakoś nie mam powiedzenia u płci pięknej.
- Może znajdzie się ta jedyna.
Po chwili, mężczyzna przybliżył się bliżej mnie i zapalił papierosa. Piwo i fajka? Nieźle! Widziałam, że bardzo dziwnie się na mnie patrzył. Zaciągnął się i wyrzucił pustą butelkę gdzieś w trawnik. Nagle, jego ręką wędrowała w moje włosy. Znów czułam przerażenie, jak wczoraj. Gdy się lekko odsuwałam, on się zbliżał.
- Co Pan wyprawia? – spytałam, nie mając sił na krzyki.
- Chcę panią lepiej poznać. – zgasił papierosa.
Nie bardzo miałam ochotę się z tym człowiekiem bliżej zapoznawać. Dłoń znowu zaczęła wędrować, lecz tym razem coraz niżej i niżej, aż do samych nóg.
- Proszę przestać, bo zadzwonię po policję!- wydarłam się.
Ledwo zdążyłam znów się odsunąć, a on bardzo mocno mnie złapał za ramiona i uderzył w twarz.
- Nie będziesz dzwonić po żadną policję! – krzyknął, wstając i rozpinając spodnie. – Jak zobaczę że będziesz uciekać, powtórzę.
 Nie wiedziałam co mam robić. Ręce całe mi się trzęsły. Mężczyzna wyjął swój sprzęt na zewnątrz i zaczął rozbierać mnie, dając przy tym ból, bijąc mnie po nogach i pośladkach.
- Ratunku!
- Zamknij już tą mordę, blacharo! – znowu dostałam po twarzy, tym razem poczułam, że leci mi krew.
- Zostaw ją zboczeńcu!
W tym momencie ujrzałam mężczyznę z którym obudziłam się w łóżku. Jared’a. Widziałam, jak złapał tego kolesia, który próbował uciec. Podniósł go tak, że aż bardzo mocno był oderwany od ziemi. Byłam zbyt daleko by usłyszeć co do siebie mówią. Widziałam natomiast, że Jared chwycił go za jaja i pociągnął nimi ku dołu, aż było słychać, że mężczyzna bardzo głośno jęknął. Po chwili go puścił i chyba z całej siły walnął w twarz. Uciekł.
- Wszystko dobrze? Nie zrobił ci krzywdy? – spytał, przybiegając do mnie wysoki mężczyzna.
- W…w…..właśnie…. – zalałam się łzami.
- Spokojnie Maddie. Już jesteś bezpieczna. – objął mnie, lecz po chwili puścił – Przepraszam. Rano wyczułem, że nie masz na to ochoty.
Akurat teraz miałam na to ochotę. Uważnie mu się przyjrzałam i sama się w niego wtuliłam.
- Sądziłam, że chcesz mnie skrzywdzić. – jęknęłam.
- Skarbie, nie pozwolę by ktoś cię wykorzystał czy skrzywdził. Nawet sam bym tego Tobie nie zrobił.
Wyczułam, że mówi te słowa przez łzy. W tym momencie zrozumiałam, że nie jest tą samą osobą z którą widziałam się wczoraj. To co dla mnie teraz zrobił, było bardzo kochane i odważne. Wtuliłam się w niego mocniej, aż poczułam jego wyrzeźbioną sylwetkę.
- Jared… - spojrzał się na mnie uważnie – Zabierz mnie do domu… Proszę…
Z uśmiechem na twarzy, wstał z ziemi, po czym mnie chwycił. Z parku do domu, nie było daleko. Jakieś pięć czy dziesięć minut drogi. Gdy weszliśmy, od razu udaliśmy się do sypialni.
- Ostatni raz tak Cię nosiłem pod czas podróży poślubnej. – położył mnie na łóżku.
Że jak?! Jesteśmy po ślubie?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz