UWAGA!

!!!OPOWIADANIE MOŻE ZAWIERAĆ PRZEKLEŃSTWA ORAZ SCENY EROTYCZNE!!!





poniedziałek, 8 marca 2021

Rozdział 7

Zatrzymałam się pod sklepem monopolowym trochę daleko od domu. Zastanawiało mnie, co w Jared’a wstąpiło? Był przecież taki kochany, a dziś pokazał swoją ciemną stronę. Poczułam, że łzy zaczęły mi napływać do oczu. Szybko je wytarłam i weszłam do środku.
- Poproszę paczkę papierosów cienkich niebieskich. – co ja wyprawiam?
Sprzedawczyni podała papierosy i dołożyłam jeszcze zapalniczkę. Zapłaciłam i wyszłam ze sklepu, po czym wyjęłam jednego i zapaliłam. Ohydne są. Jak ludzie mogą je palić? Poprzechodziłam się po mieście. Z daleka ujrzałam Pamelę. Może powinnam z nią porozmawiać.
- Pamela! – zawołałam i odwróciła się w moją stronę.
- Maddie. Co tutaj robisz? – spytała, zaglądając do swojej torby ze zakupami.
- Eh… Pokłóciłam się z Jared’em.
- O co? – zdziwiła się – Nie pogniewasz się jak będziemy rozmawiać idąc? Muszę jeszcze coś kupić.
Nie miałam nic przeciwko. Weszłyśmy do centrum handlowego oraz do sklepu odzieżowego.
- O co poszło z Jared’em? – dopytywała, przeglądając bluzki.
- Przyprowadziłam do domu pewną dziewczynkę.
- Że jak?! – krzyknęła.
- Dziewczynkę. Jej mama została potrącona na pasach, a reszta jej rodziny nie chce mieć nic z nią wspólnego. Miała trafić do domu dziecka, więc ją przygarnęłam na święta.
- Nie powinnaś tego robić.
- Możliwe, ale było mi jej żal. Gdy Jared się dowiedział, to zaczął krzyczeć , aż walnął pięścią w blat.
- Dobrze, że nie uderzył ciebie. Wtedy by miał ze mną do czynienia
Miała rację. Nie widziałam, by chciał podnieść na mnie rękę, a Pamela umie dopiec swego.
- Myślałam by ją adoptować.
- Oboje jesteście na to gotowi? Wiesz, że dzieci to duża odpowiedzialność. – chwyciła bluzkę i udałą do kasy.
- Wiem, ale gdy ją pierwszy raz zobaczyłam, w tym starym mieszkaniu, aż nie mogłam jej nie zabrać do siebie.
- Ja się tam do waszych spraw nie będę wtrącać, ale uważam, że powinnaś z nim o tym porozmawiać.
- Nie wiem, czy chce go teraz widzieć.
- Jesteście małżeństwem i mieszkacie razem. I tak będziesz go widziała, czy to ci się podoba czy nie.
Nie mogłam się z nią nie zgodzić. Po zakupach powolnym krokiem udałam się do siebie. Zapaliłam jeszcze jednego papierosa, ale nie mogłam go uciągnąć. Zgasiłam i wyrzuciłam paczkę do kosza. Stałam przed drzwiami przez chwilę i usiadłam na schodach. Znów napływały mi łzy. Nagle, otworzyły się drzwi i wyszedł Jared, ze zaplecionymi ramionami przy klatce piersiowej. Stał nade mną przez chwilę i przykucnął.
- Maddie… Przepraszam. – powiedział spokojnym już tonem.
- Za co mnie przepraszasz? Za to, że przygarnęłam sierotę czy, że krzyczałeś?
- Za to i za to. Miałem zły dzień w pracy. Wszystko się we mnie skumulowało. Po prostu wybuchłem na wieść o tym, że mamy gościa. – położył dłoń na moim ramieniu – Wejdź do środka Madds.
- Nie wiem czy chcę. Dobrze, że nie podniosłeś na mnie ręki.
- Nie śmiałbym Miśku. Pomogę ci wstać z podłogi. – chwycił mnie i zaprowadził do salonu, gdzie usiedliśmy.
- Gdzie Maya? – spytałam, rozglądając się po pomieszczeniu.
- W swoim pokoju. – odpowiedział.
Mam nadzieję, że dał jej naleśniki, których nie dokończyłam przyrządzać. Trochę bałam się cokolwiek powiedzieć na jej temat, mimo, gdyż widziałam, że mąż już mówił łagodnym tonem, bez nerwów.
- Naprawdę, bardzo cię przepraszam Madds. Już nie będę się wyładowywał na tobie.
- Mam nadzieję. Nie wiesz nawet co wtedy czułam.
- Domyślam się. – chwycił moją twarz i namiętnie pocałował.
Jared wstał z miejsca i udał do kuchni. Wyjął z lodówki naleśniki, które widocznie dokończył i podał mi. Zaczęłam je konsumować. Rozmyślałam o dziewczynce, co musiała przeżywać, jak się kłóciliśmy. Pewnie strasznie zalała się łzami.
- Skarbie, będziemy musieli poważnie porozmawiać o Mayi. – zaczął, poprawiając swoje ułożenie na kanapie – Mówiłaś poważnie o adopcji?
- Nie ma nikogo. Nie ma rodziców. Wiem, że znamy ją krótko, ale zakochałam się w niej. Wiem, uznasz mnie za idiotkę.
- Madds, muszę coś tobie powiedzieć. Wczoraj w nocy gdy wstałem do toalety, widziałem jakiś medalion. – o boże – Nie wiem dlaczego, lecz pomyślałem o tym by mieć z tobą dziecko i jakimś cudem wpadł mi do muszli klozetowej.
- Wyjąłeś go? O której to było? – odłożyłam widelec.
- Nie wiem. Chyba w okolicach dwudziestej czwartej. Niestety, wpadł mi przy spłukiwaniu wody.
Jasna cholera! Jared wypowiedział życzenie, które najwyraźniej się spełniło. Ale chwilka. Nie mamy szóstego grudnia.
- Stała obok jakaś staruszka? – musiałam zapytać.
- Nie. Byłem tylko ja. – kiwnął głową – Po części też byłem zły, że to co powiedziałem się spełniło. Wiesz, że nie wierzę w jakieś czary.
- Muszę iść z nią pogadać. – wstawałam z kanapy, lecz mężczyzna mnie powstrzymał.
- Rozmawiałem z nią. Spytałem, czy chciała by iść do domu dziecka, czy woli zostać z nami.
- Dlaczego zadałeś jej takie pytanie? To jeszcze dziecko. – zdziwiłam się.
- Chciałem po prostu wiedzieć i znam już odpowiedź. Woli być  z nami.
- A jakiej odpowiedzi się spodziewałeś? – wstałam  by zanieść talerz do kuchni.
Umyłam talerz i na chwile zostawiłam męża samego. Weszłam do pokoju Mayi, która już smacznie spałą w łóżku. Nie zamierzałam jej budzić. Weszłam do łazienki, by trochę się odświeżyć, tym bardziej, że nadal czuje od siebie papierosy. Że Jared tego nie poczuł.
- Chce z tobą ją adoptować. – usłyszałam jego głos zza prysznica.
Zakręciłam wodę i przez chwilę stałam jak wryta. Odsunęłam zasłonę i spojrzałam mu prosto w oczy.
- Naprawdę? Chcesz? – na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
Mężczyzna również i znacząco kiwnął głową. Wtuliłam się w niego jak małe dziecko.
- Tylko wiedz, że zanim stanie się nasza, będziemy musieli przejść długą drogę.
- Wiem mężusiu. Nie wiesz jak się teraz cieszę.
-Widzę, - pocałował mnie namiętnie – Po Nowym Roku pójdziemy do agencji adopcyjnej, dobrze? – spojrzał mi głęboko w oczy.
Byłam za. Po chwili zaproponowałam by razem ze mną wszedł pod prysznic. Miałam straszną ochotę by się do niego dobrać. Zaczął się rozbierać. Już pomału dobierałam się do jego krocza. Lekko się pochyliłam i wzięłam penisa do ust. Wyczuwałam, że nie mógł się powstrzymać od wydana jęków. Po dłuższej chwili czułam, że dzieje się coś z nim nie tak i wtedy zrozumiałam, że dochodzi. Puścił trzy niewielkie ładunki w moje usta, aż ledwo zdążyłam połknąć.
- Kurwa…. – wymamrotał, opierając się o ścianę
- Rozumiem, że się podobało? – wyjęłam penisa ze swoich ust i musnęłam w usta.
- Teraz moja kolej.
Podniósł mnie i kazał oprzeć o ścianę bym nie walnęła o sufit. Miałam wrażenie, że chyba wącha moją pochwę lecz chwilę potem, czułam dotyk języka, jakby go tam wkładał. O matko…. Miałam ochotę krzyczeć, ale wiem, że nie mogłam. Strasznie mnie tam drapał swoją brodą.
- Madds? – tylko lekko jęknęłam – Czy ty właśnie….
- Tak Jared…
Odwrócił mnie bym mu spojrzała w twarz i próbował podbudzić swoje przyrodzenie, po czym wsadził we mnie. Strasznie miałam ochotę krzyczeć „Mocniej! Mocniej!”.  Po stosunku, położyliśmy się do łózka. Spojrzałam Jared’owi znów w oczy, będąc w niego wtulona.
- Kocham cię. – powiedziałam, muskając w policzek – I cieszę się, że zgodziłeś się zaadoptować ze mną Mayę.
- Też cię kocham żoneczko. - mocniej mnie objął i próbowaliśmy zasnąć.

piątek, 15 stycznia 2021

Rozdział 6

Gdy się obudziłam, Jared'a nie było. Wstałam z łóżka i udałam do łazienki. Zrobiłam poranną łazienkową rutynę, po czym ubrałam. Nie mogę zapomnieć, że dziś jest mój pierwszy dzień w nowej pracy. Założyłam buty i zeszłam do kuchni.
- Witaj żoneczko. - powiedział Jared, mieszając gotujące się na gazie potrawę.
- Witaj mężusiu. Co gotujesz? - podeszłam do niego i objęłam w pasie.
- Tak pomyślałem, że może miałabyś ochotę na jajka z dodatkiem parówki. - spojrzał się w moją stronę.
Ostatni raz zamieszał potrawę, a ja wyjęłam talerze z szafki. Zdjął patelnię z ognia i podzielił jajka na dwa talerze, po czym położył je na kuchennym stole. Wstawiłam wodę na kawę.
- Smacznego kochanie. – oznajmił, gdy usiedliśmy.
- Wzajemnie. – uśmiechnęłam się i zaczęliśmy jeść.
Jedliśmy w ciszy. Zauważyłam, że bardzo trzęsą mi się dłonie. Czyżbym stresowała się nową pracą? Udałam się zalać kawę, lecz gdy to czyniłam, większość zawartości czajnika znajdowała się po za szklankami.
- Co się dzieję? – spytał mężczyzna, odwracając w moją stronę.
- Sama nie wiem. – odłożyłam czajnik – Chyba za bardzo się denerwuję tą pracą. Czy mnie inni pracownicy przyjmą dobrze czy źle.
- Nie przejmuj się. Jak nie będą chcieli z tobą rozmawiać, to ich problem. Bądź sobą. – wstał i objął.
Miał rację. Muszę się skupić na tym, co najważniejsze. Muszę pokazać z siebie wszystko.
- Zbieram się pomału do pracy. – oznajmił mężczyzna.
Wziął ostatni łyk kawy i wyszedł. Również powinnam się zbierać. Nie mam zamiaru się spóźnić pierwszego dnia. Poprawiłam jeszcze fryzurę i wyszłam z domu. Gdy byłam na miejscu, widziałam grupkę ludzi, którzy palili przed wejściem.
- Ej! Miałabyś ognia? – spytał jakiś koleś.
- Nie mam . – weszłam do środka.
Miałam wrażenie, że droga do mojego szefa się znacznie wydłuża niż na rozmowie. Znajdowałam się na miejscu i od razu podszedł szef.
- Witaj Maddie. Pokażę tobie twoje stanowisko. Dziś czeka cię lekka praca. Będziesz pod okiem naszego najlepszego pracownika, przyglądać się jego pracy. Takie szkolenie.
- Rozumiem. Nie mogę się doczekać. – oznajmiłam z lekkim uśmiechem.
- Na taką odpowiedź liczyłem.
Zaprowadził mnie pod jedno stanowisko komputerowe.
- Stewart, poznaj Maddie. Dziś będziesz ją szkolić.
Mężczyzna spojrzał na mnie, po czym lekko się uśmiechnął. Usiadłam obok, a szef odszedł.
- Pracowałaś już w tej branży? – spytał.
- Byłam wcześniej sekretarką, ale w innej firmie.
- Tutaj nie ma nic trudnego. Dziś zajmiemy się przeglądaniem mediów społecznościowych. Ewentualnie będziemy poprawiać błędy stylistyczne. Na pierwszy rzut pójdzie Alyson Noel.
Uważnie się przyglądałam jego pracy. Miał rację, że nie ma w tym nic trudnego. Reszta dnia tak szybko mi upłynęła, że nie zwróciłam uwagi kiedy.
- Jutro tym samym się będziemy zajmować? – spytałam Stewart’a.
- Owszem, ale zamienimy się rolami. Ty będziesz działać, a ja się Tobie przyglądać. Jak to mawiają, praktyka czyni mistrza.
Zaśmiałam się. Pożegnałam kolegę i wyszłam z budynku. Musiałam zrobić małe zakupy. Trzeba coś ugotować na obiad. W pewnym momencie, zauważyłam, że na pasach wydarzył się wypadek.
- Maddie! – zawołała jakaś dziewczynka i podbiegła w moją stronę.
Okazało się, że to ta sama, co mieszka w moim starym mieszkaniu.
- Co się stało? – spytałam.
- Mamusia miala wypadek! – zalała się łzami.
Zamurowało mnie. Mówiła ostatnio o swoim mężu. Przytuliłam dziewczynkę. Nagle, podszedł do nas policjant.
- Dzień dobry. Jest pani z rodziny? – spytał wyjmując notes i długopis.
- Nie. Ona mieszka w mieszkaniu w którym sama mieszkałam. – spojrzałam na dziewczynkę.
Policjant wziął głęboki wdech.  Schował notatnik.
- Coś się stało? – spytałam zaciekawiona.
- Żaden inny członek rodziny nie chce mieć z tą rodziną nic wspólnego. Nawet siostra męża kobiety. Nikt nie chce do siebie Mayi. Nie mamy innego wyjścia, jak wysłać ją do Domu Dziecka.
Zdziwiłam się. Jak można nie chcieć kontaktu z rodziną, a tym bardziej z tym  słodkim dzieckiem. Na słowa o Domu Dziecka, widziałam na twarzy dziewczynki większy strumień łez.
- Ja się nią zajmę. – oznajmiłam i wiedziałam, że Jared mnie zabije.
- Nie może Pani….
- Chce ziośtać z Maddie – dziewczynka niemal krzyknęła.
- Panie władzo. Są święta. Chce Pan, by spędziła je w gronie obcych osób? Mnie trochę zna. Chociaż do Nowego Roku by pobyła u mnie.
Policjant znów wziął głęboki wdech i spojrzał na swoich kolegów z tyłu.
- Dobrze, ale tylko do Nowego Roku, potem przyjdzie opieka społeczna. Poproszę Pani adres.
Tak się ucieszyłam, dziewczynka też. Podałam policjantowi swoje dane  i obie odeszłyśmy.
- Ziekuje. – oznajmiła.
- Będziesz miała niezapomniane święta. Obiecuję Ci. – posłałam jej uśmiech – Nazywasz się Maya?
Kiwnęła znacząco głową. Udałyśmy się do supermarketu po żywność i wróciłyśmy do domu. Pokazałam Mayi jej tymczasowy pokój. Przy okazji kupiłam jej parę zabawek. Udałam się do kuchni, by przyrządzić obiad. Nagle, drzwi frontowe się otworzyły. Był to mój mąż.
- Co gotujesz? – spytał, całując w czoło.
- Naleśniki z dżemem truskawkowym. Obiecuję, że nie pożałujesz mojego dania.
Mężczyzna zdjął buty na korytarzu i wstawił wodę w czajniku w kuchni. Po chwili weszła Maya.
- Co dziś na obladek? – spytała, opierając się na blat.
- Lubisz naleśniki? – 
- Taak! – krzyknęła z radością, po czym spojrzała na Jared’a i mina jej zbladła. – Dzien Dobly. – wymamrotała.
- Dzień dobry. – zalał kawę i spojrzał na mnie. – Zostawisz nas na chwilę samych? – zwrócił się do dziewczynki.
Tak zrobiła. Już zaczynałam się bać.
- Maddie? – splótł ręce na piersi stojąc przede mną.
- Jared…. – nie wiedziałam co powiedzieć – Jared, wiem, że możesz być na mnie zły. Ta dziewczynka straciła mamę. Oboje rodziców.
- Mała nie ma babci czy dziadka? – napił się kawy, ale widziałam, że nie był w humorze.
- Nikt nie chce mieć z nią nic wspólnego. Ogólnie z tą rodziną.
- Powinna ją zabrać opieka społeczna.
- Nie mogłam na to pozwolić. Są święta. Nikogo tam nie zna.
- A ciebie zna?
- Mieszkała w starym mieszkaniu. Jak byłam ostatnio zobaczyć to poznałam tą dziewczynkę. – podeszłam do męża i próbowałam go objąć – Jared…
Mężczyzna milczał. Próbowałam go pocałować ale odsuwał głowę.
- Skarbie, dajmy tej dziewczynce niezapomniane święta za nim będzie musiała czekać na nową rodzinę w Domu Dziecka.
- Kurwa, Maddie! – Jared walnął pięścią z całych sił w kuchenny blat – Nawet nie wiemy czy oboje jesteśmy na takie poświecenie gotowi, a ty przywłaszczasz jakiego bachora!
Wtedy nie poznawałam go. Miałam ochotę zalać się łzami i uciec.
- Bachora? Ona jest dzieckiem! – krzyknęłam odsuwają się od niego.
- Dzieci kosztują, a nas na nie nie stać!
- Inne rodziny mają dzieci i ich jakoś stać, a ona ma być u nas tylko do Nowego Roku! Wiesz co? Muszę wyjść!  Dziś jesz sam! Smacznego! – rzuciłam łyżeczką o blat i kierowałam się w stronę wyjścia, po chwili odwróciłam napięcie – Chciałam z tobą przedyskutować nad adopcją Mayi, ale widzę, że rozmowa nie miała by dla ciebie sensu! – wyszłam, trzaskając drzwiami.